Blog > Komentarze do wpisu

Kobiety w historii.



KOBIETY W HISTORII 

 

W ubiegłym roku minęła 69 rocznicą wybuchu powstania warszawskiego. W związku z tym, władze Warszawy przyznały odznaczenie honorowego obywatela Warszawy.  Wyróżnione zostały następujące osoby : Maria Janion, Zbigniew Romaszewski, i chyba Bogdan Lis. W uzasadnieniu pisano między innymi o działalności opozycyjnej. Gdyby przyjąć to za główne kryterium przyznania nagrody to uważam, że to wyróżnienie należało się również Zofii Romaszewskiej. To niesprawiedliwe i ogromnie krzywdzące dla niej, że zapamiętano jedynie zasługi jej męża. Zofia Romaszewska tymczasem od samego początku działała w opozycji, od KOR-u aż po Solidarność.   Była niezwykle aktywna. A teraz nie doceniono jej zasług. Myślę, że złożyło się na to kilka przyczyn. 

  • Przede wszystkim zwykle aktywność opozycyjną, a zatem polityczną łączy się  z mężczyznami, to im stereotypowo przypisuje się bohaterstwo. 


  • Druga przyczyna tkwi – i tu ośmielę się postawić pewną tezę – w zachowaniu i postępowaniu pani Zofii Romaszewskiej. Wnioski te wysnuwam na podstawie wywiadu przeprowadzonego z nią przez Ewę Kondratowicz. Otóż działalność opozycyjna Z. Romaszewskiej była nierozerwalnie związana z działalnością jej męża. Wspólnie działali np. w KOR-e i pani Zofia nie uważała za konieczne zostanie członkinią tej organizacji, skoro jej mąż był członkiem KOR-u oficjalnie, ona już nie musiała, bo oni razem tworzyli jedność. Jaki jest tego rezultat ? Na piedestale postawiony został Zbigniew, Zofia została pominięta.  To jest pułapka w którą wpadają zakochane kobiety. Miłość kojarzy im się z całkowitym zlaniem się, dwie osoby mają tworzyć jedność, nieważne jest ja, ważne jest my. Kobiety poświęcają się, tworzą, piszą, działają razem ze swoją drugą połówką. Problem polega na tym, że potem śmietankę spija mężczyzna – to jemu przypisuje się bohaterstwo, najważniejsze odkrycia i dzieła. I nikt nie widzi, że za tym wszystkim stoi zakochana kobieta. 

 

  • Trzecia przyczyna jest taka, że kobiety nie lubią się chwalić, deprecjonują swoje zasługi, nie widzą w swoich działaniach nic bohaterskiego. Te wnioski można wysnuć na podstawie książki Ewy Kondratowicz. Przeprowadziła ona wywiady z działaczkami Solidarności. Prawie każda rozmówczyni była jak najdalsza od eksponowania swoich zasług, kobiety nie dostrzegały w swoich działaniach niczego nadzwyczajnego, nie oczekiwały nagród, splendoru. W większości przypadków aktywność solidarnościową traktowały jak obowiązek, niechętnie też o tym mówiły, tak jakby chwalenie się i oczekiwanie zaszczytów było czymś moralnie nagannym. 

 

czwartek, 31 lipca 2014, hanna.brygida

Polecane wpisy