Blog > Komentarze do wpisu

Jak Polki prawa wyborcze zdobywały - polemiki z prof. T. Nałęczem ciąg dalszy

Profesor historii Tomasz Nałęcz  w artykule opublikowanym w dodatku Ale Historia Gazety Wyborczej (artykuł ,,Czy Piłsudski przestraszył się parasolek?’’)

 http://wyborcza.pl/alehistoria/7,162654,24272828,pilsudski-przestraszyl-sie-parasolek-prawo-wyborcze-dla.html

 

stwierdził, że : 

- Po  pierwsze, kobiety zawdzięczają równouprawnienie polityczne socjalistom, którzy z wielką ochotą im te prawa przyznali:

 

,,Lepiej więc zamiast snuć mity, przyznać, że prawo wyborcze dla kobiet było zasługą nie feministek, ale socjalistów. To oni jeszcze w czasie niewoli umieścili w swoim programie równouprawnienie kobiet i w odradzającej się Polsce konsekwentnie wprowadzali je w życie''. 

- Po drugie, kobiety nawet nie musiały na tym rządzie niczego wymuszać, nie było żadnych demonstracji, rząd socjalistyczny po prostu zrealizował swój program polityczny: 

,,Nie było również żadnej demonstracji kobiecej wymuszającej cokolwiek na Naczelniku Państwa. W ogóle nie było wtedy żadnych demonstracji domagających się praw wyborczych dla kobiet, bo- i to jest w tym micie najważniejsze - nie było potrzeby ich organizowania. Ludzie kierujący państwem dobrze rozumieli potrzebę takiego posunięcia''

 

- I po trzecie,  zdobycie praw politycznych przez Polki nie było wcale zasługą feministek, co niesłusznie przypisują im współczesne działaczki feministyczne:  

,,Polskie feministki ordynacji nie wymusiły. Ruch feministyczny na przekór mitom konstruowanym przez współczesne jego zwolenniczki był jesienią 1918 r. bardzo słaby. Nie dlatego, że kobiety nie garnęły się do życia publicznego, bo były w nim aktywne jak w żadnym innym kraju. Działały jednak nie pod sztandarem feminizmu, tylko w najróżniejszych organizacjach politycznych i społecznych walczących o odbudowanie własnego państwa. Bardzo wiele kobiet należało do Polskiej Partii Socjalistycznej, gdzie bohaterstwem i ofiarnością z nawiązką dorównywały mężczyznom. (...) Działające w PPS kobiety były głęboko przekonane, że odrodzona Polska będzie matką czułą i sprawiedliwą dla wszystkich obywateli, bez względu na ich płeć, ale też status społeczny, religię czy narodowość. Własne państwo kierowane przez dwa pierwsze miesiące przez socjalistów tej wiary nie zawiodło. I ten fakt na pewno warto przypominać, nie przesłaniając rzeczywistości żadnymi mitami''. 

Wszystkie te stwierdzenia, z całym szacunkiem dla prof. Nałęcza są niezgodne z prawdą. Jak więc było w rzeczywistości? 

 

 

 

 

Najwięcej sufrażystek - zwolenniczek praw wyborczych działało w obozie lewicy niepodległościowej (np. Zofia Daszyńska, Zofia Moraczewska, Aleksandra Szczerbińska). Ale choć lewica wypisywała na swoich sztandarach równość kobiet i mężczyzn to jednak mężczyźni niechętnie patrzyli na zaangażowanie kobiet na tym polu.  Koledzy socjaliści mówili swoim koleżankom: ,,Nie przeszkadzajcie nam, a w nowym ustroju, o który teraz trzeba walczyć, będziecie miały swoje prawa’’.  Sprawa równouprawnienia miała być kwestią drugorzędną. Jak podaje S. Walczewska, socjaliści zabraniali nawet swoim partyjnym koleżankom brać udział w zebraniach emancypantek. Z kolei kobiety związane z  ruchem narodowym nie podnosiły kwestii równouprawnienia politycznego, bo były święcie przekonane o tym, że to im się po prostu należy. Według narodowych działaczek,  ich ogromna praca na rzecz  narodu, ich patriotyzm, zaangażowanie i poświęcenie zostanie im wynagrodzone i otrzymają prawa wyborcze.  Tymczasem, politycy z ruchu narodowego wzywali kobiety do wypełniania obowiązków wobec narodu, a o prawach politycznych nie mówili niczego wprost :

 

,,Nie obiecujemy nic, ani ludowi, ani kobietom, tylko powołujemy do spełnienia obowiązków narodowych w ważnej chwili, gdy zbliżają się wybory i grozi niebezpieczeństwo, że Warszawa może przejść w obce ręce. Rozprawianie o prawach kobiety nie narodowa rzecz. Kobietom nie potrzebna świadomość polityczna, którą posiadają mężczyźni. One mają cudowną intuicję, ich rolą stać na straży instynktów zakorzenionych w niższych warstwach narodu’’. 

  

Zarówno lewica jak i prawica zdawała się więc mówić kobietom: jesteście egoistkami, że teraz wysuwacie swoje żądania, kierujecie się swoim partykularnym interesem, a przecież w tym momencie dziejowym dla każdej Polki priorytetem winna być niepodległa Polska. Wiele kobiet miało rzeczywiście dylemat - co jest ważniejsze - walka o równość praw czy też o wolność całego kraju? 

Rychło Polki miały się przekonać jakie są prawdziwe intencje polskich polityków. Cofnijmy się do 1917 roku.  I wojna światowa praktycznie miała się powoli ku końcowi. Oczywistym było, że nasi zaborcy wyjdą z tej wojny pokonani, dla Polek i Polaków oznaczało to ziszczenie się marzeń o suwerennej Polsce, ten cel był coraz bliżej. Rosja była osłabiona, pogrążona w rewolucji, praktycznie przestała się liczyć, natomiast Austro-Węgry i Cesarstwo Niemieckie w obliczu ogromnej przewagi ententy czekała nieuchronna klęska. Niemcy próbując odwrócić bieg wydarzeń - obiecali Polakom wskrzeszenie Królestwa Polskiego z ,,ziem wydartych Rosji’’ (Akt listopada z 1916 r.) licząc na to, że ci dadzą się zmobilizować do armii.  Za tymi deklaracjami poszły konkretne działania  - za zgodą Niemców został utworzony polski organ - Tymczasowa Rada Stanu. Miała ona głównie przygotować projekty ustaw dla przyszłego państwa polskiego. Tak zaczęły się intensywne prace nad nowym prawem, w tym nad projektem konstytucji.

W 1917 roku Tymczasowa Rada Stanu przedstawiła projekt konstytucji. Ku zdumieniu sufrażystek i nie tylko ich - okazało się, że w owym projekcie  nie uwzględniono w ogóle praw wyborczych dla kobiet. I nie zamierzano. 

Wówczas kobiety z różnych obozów politycznych zdały sobie sprawę z tego, że o prawa wyborcze muszą się upomnieć, bo inaczej w niepodległej Polsce staną się obywatelkami drugiej kategorii.  Kobiety - od lewicy po prawicę,  konserwatystki  ramię w ramię z feministkami - przystąpiły  do działania. 

We wrześniu 1917 roku zorganizowały Zjazd Kobiet Polskich.

Oto treść programu Zjazdu Kobiet: 

https://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/95996/edition/90561/content?ref=desc

Zjechały na niego delegatki ze wszystkich trzech zaborów, około tysiąca osób reprezentujących różne organizacje i środowiska.  Przykładowo był to Związek Równouprawnienia Kobiet, Zjednoczone Koło Ziemianek, itp. 

Na Zjeździe wybrano delegację na czele z Justyną Budzińską-Tylicką, której udzielono pełnomocnictwa do rozmów z przyszłym rządem polskim. To właśnie ta delegacja udała się bezpośrednio do Józefa Piłsudskiego z zamiarem wręczenia mu petycji. 

28 listopada 1918 roku Józef Piłsudski jako Tymczasowy Naczelnik Państwa podpisał Dekret o Ordynacji Wyborczej zgodnie z którym odtąd wszyscy obywatele - bez różnicy płci mogli głosować. 

Polki musiały prawa wyborcze sobie wywalczyć. Nikt im nie dał niczego w prezencie czy w nagrodę. One musiały to na politykach wymóc. Suwerenna Polska stała się krajem w pełni demokratycznym z prawami politycznymi ,,bez różnicy płci’’ przede wszystkim dzięki wysiłkom  samych kobiet, polskich emancypantek od lewicy po prawicę. 

28 listopada1918 roku Polska znalazła się w awangardzie państw mogących się poszczycić równością praw politycznych. Bo Francuzki uzyskają prawa polityczne dopiero w 1944 r., Szwajcarki w 1971, a obywatelki Lichtenschteinu dopiero w 1984 roku !    Czy stało się tak dlatego, bo mieliśmy światłych socjalistycznych polityków, którzy konsekwentnie, ze względów ideowych do tego dążyli? - jak twierdzi prof. Nałęcz. Zdecydowanie nie. Zresztą socjaliści, pomimo wyznawanych szczytnych idei, tak naprawdę bali się pełnego równouprawnienia w polityce. Obawiali się utraty wpływów politycznych, spodziewali się, iż przyszłe wyborczynie, kobiety jako z ,,natury’’ konserwatywne i poddane wpływowi kościoła, zagłosują na prawicę.  Sam Piłsudski, PPS-owiec (choć związany z ,,zaciętą feministką’’ Aleksandrą Szczerbińską) również nie za bardzo był przekonany do idei równości. Z jego myślenia przebijała nuta mizoginizmu - Piłsudski sądził, że kobiety nie będą umiały właściwie skorzystać z przyznanego im prawa głosu. Spodziewał się, że kobiety dopuszczone do władzy będą chciały przeforsować prawa niekorzystne dla mężczyzn - przykładowo o prohibicji. Politycy Narodowej Demokracji - drugiej liczącej się siły politycznej obok PPS-u - nie kryli swoich przekonań. Większość z nich była tradycjonalistami - chciała  utrzymania ścisłego podziału ról, kobieta miała się trzymać sfery domowej, a nie wychodzić poza nią - do sfery publicznej.  Politycy endecji nie postrzegali kobiet jako polityczek i wyborczyń. Ale ostatecznie przyznanie praw politycznych kobietom im się opłacało - mogli liczyć na ich głosy.  Dlatego też specjalnie nie protestowali, gdy Piłsudski - Naczelnik państwa podpisywał stosowny dekret. Zważmy na to, że nadanie praw wyborczych Polkom nastąpiło na mocy dekretu. W Polsce nie było długiego procesu uchwalania ustawy o równościowej ordynacji  wyborczej przez parlament. We Francji i w Wielkiej Brytanii kobiety musiały bardzo długo czekać na prawa wyborcze, bo kwestia ta była dyskutowana w parlamencie i stała się przedmiotem gry politycznej cynicznie wykorzystywanej przez polityków z lewa i prawa. A jak długo Polki musiałyby czekać, gdyby tę kwestię poddać pod głosowanie w wyłonionym męskim parlamencie? Podejrzewam, że najważniejsze partie polityczne zagłosowałyby przeciw - endecy ze względu na swoje tradycyjne postrzeganie roli kobiety,  a politycy lewicowi z powodu obaw o przypuszczalny konserwatyzm kobiet wyborczyń. W obydwu przypadkach większość parlamentarzystów kierowałaby się także utrwalonymi uprzedzeniami i stereotypami odnośnie kobiet, które ciągle jeszcze bardzo silnie były zakorzenione  w społeczeństwie.  

Co przekonało więc Józefa Piłsudskiego, żeby ostatecznie uciąć wszelkie dyskusje na ten temat i podpisać dekret? Jak podaje Anna Kowalczyk, w niedawno wydanej książce ,,Brakująca połowa dziejów’’, zdecydował o tym czysty pragmatyzm. Polki jako wyborczynie były polskim politykom potrzebne. Niedługo, o losie Górnego Śląska, Warmii Mazur, Powiśla miały zdecydować plebiscyty. Im więcej osób weźmie w nich udział tym lepiej.  A kobiety stanowiły ponad połowę polskiego społeczeństwa.  

 

 

Bibliografia: 

1. Magdalena Gawin, Spór o równouprawnienie kobiet (1864-1919), Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2015. 

2. Aneta Górnicka-Boratyńska, Stańmy się sobą. Cztery projekty emancypacji (1863-1939), Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2018. 

3. Działaczki społeczne, feministki, obywatelki. Samoorganizowanie się kobiet na ziemiach polskich do 1918 roku (na tle porównawczym), pod red. Agnieszki Janiak-Jasińskiej, Katarzyny Sierakowskiej, Andrzeja Szwarca, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2008. 

4. Kamil Janicki, Niepokorne damy. Kobiety, które wywalczyły niepodległą Polskę, Znak Horyzont, Kraków 2018. 

5. Mariola Kondracka, Posłanki i senatorki II Rzeczpospolitej, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2017. 

6. Anna Kowalczyk, Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2018. 

7. Obywatelki na obcasach. Kobiety w życiu publicznym (XIX-XXI w.), T. I, Wydawnictwo von borowiecky, Radzymin-Warszawa 2016. 

8. Małgorzata Niewiadomska-Cudak, Kobiety w polskich organach kolegialnych w latach 1919-2011, Wydawnictwo MADO, Toruń 2013. 

9. Sławomira Walczewska, Damy, rycerze i feministki, wydawnictwo eFKa, Krakow 2006. 

10. Encyklopedia gender. Płeć w kulturze, pod. red. M. Rudaś-Grodzkiej, K. Nadany-Sokołowskiej, A. Mrozik, K. Szczuki, K. Czeczot, B. Smoleń, A. Nasiłowskiej, E. Serafin, A. Wróbel, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2014. 

https://www.polin.pl/pl/wydarzenie/rownosc-w-prawie-i-w-zyciu-kwestia-rownouprawnienia-kobiet-w-ii - zapis audio ze spotkania z dr hab. Katarzyną Sierakowską dnia 13 grudnia 2018 roku w Muzeum Polin w Warszawie

sobota, 05 stycznia 2019, hanna.brygida

Polecane wpisy