sobota, 06 października 2018

Znakomity film wczoraj widziałam. Film ,,Żona’’ opowiada o w miarę zgodnym małżeństwie, przynajmniej tak się wydaje na pierwszy rzut oka. On - jest Wielkim pisarzem, ona - tylko żoną - dba o niego, zapewnia dobre warunki do pracy, wychowuje dzieci.  Od pierwszych scen od razu nasze myśli układają się w pewien schemat  - mąż  może się rozwijać tylko dzięki swojej żonie, która świetnie sprawdza się w tradycyjnej roli -   gotuje mu i sprząta.   Wcielenie doskonałości, naprawdę, anioł domowego ogniska. Kto by nie chciał mieć tak oddanej małżonki, jakież cudowne życie można wtedy wieść i spokojnie tworzyć wiekopomne dzieła. 

Fabuła filmu jest jednak zaskakująca. Bo główna bohaterka jest podporą dla swojego męża nie tylko w życiu prywatnym ale i zawodowym. Redaguje mu książki…. Co się za tym kryje? Bardzo, ale to bardzo wiele. Mąż uznaje sytuację za naturalną. Rozwija się literacko, zdobywa kolejne nagrody, jego ego jest coraz bardziej rozbuchane. Aż wreszcie dosięga go największy zaszczyt. Zostaje mu przyznana Nagroda Nobla. Małżeństwo w tym celu udaje się do Europy. W Sztokholmie, w ciągu zaledwie kilku dni życie tych dwojga zmieni się o 180 stopni. W żonie następuje przemiana. Bohaterka ma już dość, dość udawania, ukrywania się, postrzegania siebie przez innych w roli stereotypowej, ofiarnej żony. Ale przede wszystkim ma dość męża - tego napuszonego i nieokrzesanego pawia. Glenn Close, która wciela się w  główną bohaterkę jest rewelacyjna. Gra powściągliwie, oddając każdy niuans psychologiczny postaci. Czy jesteśmy w stanie uwierzyć, że z rąk króla prestiżowa nagroda powinna powędrować do rąk żony, a nie jej męża, de facto marnego grafomana? Jak to się stało, że główna bohaterka Joan tak dała się wchłonąć, zatracić całkowicie, poświęcić wszystko dla ukochanego mężczyzny, łącznie z talentem?

Jeśli chcecie się tego dowiedzieć wybierzcie się do kina na ten film. Naprawdę warto.  

https://www.filmweb.pl/film/Żona-2017-737449

Ewentualnie można też przeczytać książkę Meg Wolitzer pod tytułem ,,Żona'', na podstawie której powstał film, też świetna.  

 

 

23:27, hanna.brygida , film
Link Komentarze (1) »

Skarga męża 

- Co pan powie? Że nie kocha?!

Że po nocach już nie szlocha?!

Że obiadków nie gotuje, 

że się panu żonka psuje?!

Że guziczki nie przyszyte,

okna w aucie nie umyte?!

Umywalka znów zatkana,

koszuleczka niedoprana?!

Nie poznaje pan żoneczki?

Że bez masła te bułeczki?!

Że podłoga nie umyta,

że się o nic już nie pyta?!

Że się śmieje nie do pana,

że do pracy znika z rana?!

Że już nie chce się malować,

że się woli w książkach chować?!

Że ma oczy podpuchnięte,

że jej ręce wciąż zajęte?!

Ze spaceru późno wraca,

spodni panu już nie skraca?!

Nie odgrzewa już kolacji,

że domaga się wakacji?!

Że tak czuła jest dla dzieci,

czasem z rąk jej wszystko leci?!

Że chce chodzić spać z kurami,

brak jest rozmów między wami?!

Ale o czym pan jej powie?

- Niech pomyślę. Mam to w głowie.

No to powiem, kup mi żono,

cztery piwa i golono!

Nim do pracy wyjdzie z rana,

powiem - Żono usłuchana!

Pracuj żono tam wydajnie,

zarób kasę, będzie fajnie!

A jak wrócisz, pierz i prasuj,

że na książki nie ma czasu!

Okna umyj, przepchaj zlew,

do kominka narąb drew!

I na spacer nie ma czasu!

Zgaś odkurzacz! Dość hałasu!

Prędko! Prędko! Na zebranie!

Któryś synek zbierze lanie,

Żono! Powiedz, gdzie bielizna?!

Ty się lenisz! Się nie przyznasz!

Po co chodzisz wcześniej spać?

Chodź tu ze mną w karty grać!

Zaraz idę z kolegami,

więc zostańcie sobie sami-

ty i wieczór. Albo idź spać!

Rano przecież musisz wstać!

Zanim wyjdę, grzej kolację!

Bo chłopaki mają rację-

po jedzeniu lepsze piwo.

Rusz się wreszcie! Nie patrz krzywo!

Tak jej powiem. Się przekona!

Przecież to jest TYLKO ŻONA! 

(...)

(Katarzyna Łatka, W zakamarkach twoich dłoni, Mamiko, Nowa Ruda 2012)

Tagi: żona
17:33, hanna.brygida , rodzina
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 sierpnia 2018

Ale jesteś zafiksowana…. Chyba nie masz poczucia humoru...

Czy usłyszałyście kiedykolwiek te określenia, kiedy zareagowałyście oburzeniem i ponurą miną na seksistowską uwagę w towarzystwie ? Założę się, że tak. Ja właściwie za każdym razem spotykam się z tego typu reakcją. Prawda stara jak świat - feministki są poważne i nie znają się na żartach. No więc tak, oświadczam, że ja, feministka, nie mam poczucia humoru zawsze wtedy, gdy stykam się z seksizmem.  Seksizm to nasz chleb powszedni, oddychamy nim tak, że w oczach większości jest niezauważalny, a my feministki - tylko się czepiamy.

Impreza u znajomych, fajne towarzystwo, miłe pogawędki. Gospodarz domu opowiada dowcip (w obecności swojej żony). Dla pełnego obrazu dodam, że w jego związku jest równy podział obowiązków, mój znajomy nie stroni od prac domowych, zajmuje się dziećmi, chwali się przygotowywaniem posiłków. Pomyślałybyście - oto wymarzony partner w związku. I oto on właśnie opowiada seksistowski dowcip, antyfeministyczny i zachęcający wręcz do przemocy.

Oto skrót ,,dowcipu'':

,,Mąż dowiaduje się, że najbliższa przyjaciółka żony została feministką.  Zwraca się więc do żony: - A ty wiesz, co się stanie, gdy ty też zostaniesz feministką ? - ….? - Nie będziesz widziała…'' - i opowiadający kreśli ręką znak podbitego oka.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Moja reakcja była zupełnie inna. W odpowiedzi usłyszałam, że jestem zafiksowana. Żona seksisty robiła dobrą minę do złej gry i udała, że ten dowcip wcale jej nie uraził. 

Bywają też i takie sytuacje, że nie reaguję, nie potrafię, mam jakąś blokadę. Na szczęście, zdarza się to stosunkowo rzadko. Wtedy, gdy skierowane do mnie słowa są tak drastyczne, że trudno mi jest wyrazić sprzeciw. Jest tak, gdy coś szczególnie mnie szokuje, jest wprost nie do wyobrażenia. Wówczas stosuję metodę uniku, udaję, że nie usłyszałam, bo przecież takich słów nie można wypowiedzieć, ot tak, po prostu, dla rozbawienia towarzystwa. 

Kilka lat temu wybrałam się na rejs żaglowcem. Załogę stanowili zupełnie nieznani mi ludzie z różnych stron Polski, w różnym wieku, ale łączyło ich jedno - byli facetami. Przez dwa tygodnie miałam być  jedyną kobietą w tym męskim towarzystwie. Wieczorek zapoznawczy, luźne rozmowy. Kapitan był dość rozmowny, próbował zdobyć sympatię towarzystwa. I zagaił do mnie: - No to jesteś jedyną dziewczyną tutaj. Jak Ci się to podoba ? - Świetnie - coś tam odpowiedziałam. - A co by było, jakbyśmy Cię puknęli ? 

What?! Czy on rzeczywiście to powiedział, czy się przesłyszałam ? Wszyscy reagują śmiechem. Prawdziwe znaczenie tych słów spycham do podświadomości. Nerwowo rechoczę razem z nimi. 

piątek, 03 sierpnia 2018

Anna Jakubowska ps. ,,Paulinka'' ur. w 1927 r. W czasie wojny zaangażowana w konspirację, walczyła w powstaniu warszawskim. W czasach stalinowskich represjonowana przez władze komunistyczne, pięć lat spędziła w więzieniu. Działaczka Solidarności. Historia niezwykłej, bohaterskiej kobiety wiernej wartościom moralnym. Ona sama nie nazywa się bohaterką, po prostu robiła, co do niej należało, spełniała patriotyczny obowiązek. 

O jej życiu opowiada książka wspomnieniowa ,,Szkło pod powieką'', wydana w tym roku przez Wielką literę. 

Anna Jakubowska ps. ,,Paulinka'', podobnie jak inna powstańczyni Anna Przedpełska-Trzeciakowska w przede dniu 74 rocznicy wybuchu powstania warszawskiego została Honorową Obywatelką Warszawy. 

 

O pracy sanitariuszki i pomniejszaniu swoich zasług: 

 

,,Dowódca plutonu Andrzej Sowiński ,,Zagłoba'' został ranny w nogę, rękę i szyję. (…) Trzeba było go jednak szybko stamtąd zabrać. Razem z Hanką musiałyśmy go wynieść. Łatwo nie było, bo ,,Zagłoba'' był bardzo ciężki. (…) Szłyśmy wzdłuż muru Cmentarza Powązkowskiego. Po drugiej stronie ulicy były krzaki, w których siedzieli Niemcy i cały czas do nas strzelali. Byłyśmy tak skupione na tym, by go donieść, by go nie upuścić, co samo w sobie było trudne, że nie zdawałyśmy sobie sprawy z tego, jak łatwym jesteśmy celem. Przynajmniej ja nie byłam tego świadoma, bo ,,Joanna'' co chwila pytała: Paulinka, dostałaś?, widząc, jak pociski odbijają się od muru nad nami. Byłam tak zasapana, że prawie nie mogłam mówić. Doniosłyśmy go do Powązkowskiej. (…)

- To długa droga. Nic dziwnego, że dostałaś za to Krzyż Walecznych. 

- Obydwie dostałyśmy, i to w pierwszej dekadzie Powstania, co nie było częste. Ja jednak uważam, że spełniałam swój obowiązek sanitariuszki i żadną walecznością się nie wykazałam. Wytrwałością owszem. Więc może Krzyż Wytrwałych - gdyby taki istniał - byłby odpowiedniejszy.''

 

O utrzymywaniu higieny i ogólnie ciężkich warunkach w czasie powstania:

 

,,Woda była na początku, jeszcze na Woli. Od czasu do czasu można się było umyć. Potem już normalne mycie było niemożliwe, nauczyłam się jednak myć w kubku wody, - co miało mi się bardzo przydać po wojnie w więzieniu. 

Nie wiem, jak nam się udawało jakoś w miarę przyzwoicie i schludnie wyglądać. Popatrz na fotografie z Powstania - dziewczyny są uczesane, w czystych bluzeczkach. A przecież nieraz obsypywał nas kurz, gruz, przedzierałyśmy się przez ruiny czy płonące budynki. 

Ale teraz wielu rzeczy ni mogę zrozumieć. Na przykład tego, jak mogłam spać z kawałkiem węgla pod głową, zamiast poduszki. A spałam. Byłam tak zmęczona, że zupełnie to mi to nie przeszkadzało. Albo sprawa miesiączki - myśmy przestały mieć wtedy okres! Widocznie  stan permanentnego stresu tak na nas wpływał. 

Ten czas to był taki dziwny stan umysłu i emocji, ale przede wszystkim zmęczenia.''

 

O przeprowadzaniu rannych kanałami: 

 

,,Typowo rannych, którzy byli w stanie wytrzymać taki wysiłek. Mówiło się o dwóch, trzech godzinach marszu, ale nikt z nas nie znał warunków panujących w kanałach. 

Człowiek odbiera świat zmysłami, jest w stanie ocenić zagrożenie, gdy je widzi, słyszy, czuje, gdy się go spodziewa. Tymczasem kanał to ciemność, niepokojące dźwięki, dotkliwy smród i poczucie zagrożenia, wynikające z niemożności wydostania się z tej matni. Sklepienie wilgotnych cegieł, znajdujące się za nisko, żeby się wyprostować. Obłe, obślizgłe ściany, uniemożliwiające wsparcie się na nich dla odpoczynku. I cuchnąca maź, która kryła wiele niebezpieczeństw dla mojej ropiejącej rany stopy. 

- Nie miałaś wysokich butów? 

- Nie założyłam normalnych butów na obandażowaną stopę. Miałam niemiecki but z wyciętym z przodu otworem - umożliwiał założenie opatrunku, ale nie chronił stopy przed urazami. Od drobnych kamyczków poczynając, na większych fragmentach pakunków porzuconych przez poprzedników kończąc - każdy twardy przedmiot, o który uderzałam, powodował straszny ból. 

Ciążyła też na mnie odpowiedzialność sanitariuszki - prowadziłam rannego, Staszka Krupę ,,Nitę'', który był ranny w płuco i ledwo oddychał. Wszyscy trzymaliśmy się za ręce, nie wolno było rozmawiać, musiała panować absolutna cisza. Powoli posuwaliśmy się do przodu, a ja starałam się myśleć, że każdy krok przybliża nas do celu. 

Nagle ktoś idący na czele naszego pochodu zobaczył otwarty właz i był pewny, że to już koniec wędrówki. Wystawił głowę, ale zobaczył Niemców, więc wydał rozkaz: w tył zwrot, biegiem! Wybuchła panika, Staszek się przewrócił, ja go nadal trzymałam za rękę… Ciemność, dezorientacja i strach. Na szczęście nie puściłam jego ręki, Staszek się podniósł, a ja po omacku wyciągnęłam z torby sanitarnej krople walerianowe, żeby go trochę uspokoić. Miałam kostki cukru - po ciemku polałam jedną i dałam mu. Traktowałam to jako psychiczne wzmocnienie, a nie lekarstwo, bo cóż mogą pomóc kropelki w takiej chwili. Po jakimś czasie doszliśmy do włazu. 

- Wiele osób twierdzi, że kanały to było doświadczenie najgorsze. 

Dla mnie na pewno było to jedno z najgorszych przeżyć w Powstaniu. Zamknięcie, brak powietrza, potworny odór, ból rannej nogi, niemożność wyprostowania się. Do tej pory dręczą mnie dwa koszmarne sny: kanał i więzienie. W jednym i drugim się duszę. 

Na dworze, człowiek ma nad sobą niebo, jak strzelają to ucieka albo nie ucieka, ale może coś zrobić, jakoś zareagować. W kanale nie było żadnego wyboru i to było przerażające. 

Wyszliśmy na Wareckiej i zobaczyliśmy te firaneczki w oknach, o których wszyscy opowiadają. Umyte dziewczyny, niektóre umalowane - nierealny dla nas świat. To było zupełnie niewyobrażalne, że Powstanie mogło tak różnie przebiegać w tak bliskich dzielnicach''. 

 

kanaly_wareckaTablica pamiątkowa na Nowym Świecie przy ulicy Wareckiej, tuż przy wejściu do kawiarni Green Cafe Nero. To tutaj, po ciężkim przejściu  kanałami powstańcy i powstańczynie zdołali  się przedostać ze Starego Miasta do Śródmieścia. 

 

 O roli kobiet w czasie wojny i o pełnej akceptacji dla genderowego podziału zadań mimo oczywistych nierówności: 

 

,,To prawda, że historia zmuszała Polki do podejmowania różnorakich wyzwań. Musiało jednak być coś w ich wychowaniu, że czuły się w obowiązku uczestniczyć w walce, pomagać, brać na siebie wszelkie zadania. Uważam, że w ostatniej wojnie odegrały niezwykłą rolę. 

Zawsze powtarzam, że my, kobiety - a w każdym razie ja - znałyśmy swoje miejsce w konspiracji. Rządzili chłopcy, bo oni się znają na walce, na broni, umieją pewne rzeczy lepiej. Czułam się podporządkowana, ale… wcale nie gorsza! Byłam takim samym żołnierzem jak oni. Wiedziałam dobrze, że do nich należy przywództwo wojskowe, ale bez nas nie daliby sobie rady - jako łączniczki i sanitariuszki odgrywałyśmy niezwykle ważną rolę. Tym bardziej, że byłyśmy wybitnie zdyscyplinowane, obowiązkowe, punktualne. (…)

- Albo twoje opowieści o obozie przygotowawczym przed Powstaniem - nocami odbywaliście mordercze wielokilometrowe marsze, po których chłopcy odpoczywali, a wy zabierałyście się do gotowania…

- Oni wcale nie mieli wolnego czasu - mieli warty, ale fakt, że się na nich zmieniali, pozwalał im trochę odpocząć i odespać. My byłyśmy potwornie zmęczone. Pamiętam, że dosłownie zasypiałam w marszu. Maszerowałyśmy, a potem na postoju musiałyśmy od razu szykować gary jedzenia, smarować pajdy chleba. 

- I nie oburzało Cię to, że macie więcej obowiązków? 

- Nie, nigdy tego tak nie odczuwałam. Może teraz z perspektywy czasu to dostrzegam, ale nie mam o to pretensji. Oni byli bardziej narażeni na niebezpieczeństwo. (…)

- Rozmawiałam o tym z innymi uczestniczkami Powstania i wiem, że naprawdę nie czułyście się - jak byśmy to teraz powiedzieli - dyskryminowane. Jednak ze współczesnego punktu widzenia w tych relacjach nie było równości. 

- Nie sądzę. Przecież chłopcy mieli swoje obowiązki. To szkolenie było przeznaczone dla nich, mieli wykłady, strzelanie i tak dalej. Cały dzień mieli wypełniony zajęciami. 

- A wy cały dzień gotowałyście! Dlaczego wy też nie miałyście wykładów i zajęć? 

- Bo my byłyśmy sanitariuszkami i łączniczkami, nam nie było potrzebne szkolenie bojowe, a taki był cel tego wyjazdu! Nie kłóć się ze mną proszę, proszę! Przecież ja nie umniejszam znaczenia kobiet - wręcz przeciwnie, cały czas mówię, jak ważna była ich rola. Bez nich nie byłoby ani tak zorganizowanej konspiracji, ani Powstania.''  

 

I o tym, jak działaczki konspiracji były postrzegane przez  kolegów z Polskiego Państwa Podziemnego: 

 

,,Kiedy ,,Antek z Woli'' przyjmował mnie do oddziału - to był wówczas III Hufiec Wola - to jako dowódca powitał mnie tak: 

,,Broniliśmy się przed babami jak mogliśmy, ale kazali was przyjąć, więc przyjmuję. Ale jak wpadniesz, to ja ci daję truciznę, którą masz połknąć. Nie możesz nas wydać''. 

 

,,Później same również byłyśmy wykładowczyniami. Miałam 15 lat, a musiałam prowadzić zajęcia dla grupy dwudziestoletnich chłopaków. Oficjalnie stawali przede mną na baczność i meldowali gotowość do wysłuchania wykładu, a po kątach się ze mnie naśmiewali. Udawałam, że tego nie widzę, i starałam się zachować powagę. Mam wrażenie, że z tych wykładów zapamiętali tylko jedno - żeby nie jeść przed akcją, bo w przypadku rany w brzuch nie ma się szans. Pamiętam, bo w Powstaniu często to powtarzali - nie jeść przed akcją…''

 

A. Jakubowska ps. ,,Paulinka'', P. Bukalska, Szkło pod powieką, Wielka Litera, Warszawa 2018. 

środa, 01 sierpnia 2018

Jak informuje dzisiejsza stołeczna Gazeta Wyborcza dwie powstańczynie w uznaniu zasług otrzymały dyplom oraz medal Honorowego  Obywatela  Warszawy. W przeddzień 74 rocznicy wybuchu powstania warszawskiego tak uhonorowane zostały: Anna Jakubowska ,,Paulinka'' oraz Anna Przedpełska-Trzeciakowska ,,Grodzka''.

,,Anna Jakubowska „Paulinka” w czasie okupacji była w podziemnej organizacji PET i Szarych Szeregach. W powstaniu warszawskim służyła jako łączniczka i sanitariuszka w Batalionie „Zośka”. Po wojnie ponad pięć (1949-54) lat spędziła w stalinowskich więzieniach, w latach 80. związała się z „Solidarnością”. Jest działaczką kombatancką i społeczną. Dziękując za tytuł Honorowego Obywatela Warszawy, powiedziała:''

,,– Dzisiejsza uroczystość jest ukoronowaniem mojego życia, odwzajemnioną miłością do tego miasta, w którym spędziłam całe swoje życie, miasta, które mnie wykształciło, w którym mogłam przeżyć najtrudniejsze chwile. Chodziłam do wspaniałej szkoły, gdzie nauczono mnie, że najważniejsze są wartości moralne, wzajemna życzliwość, poszanowanie godności drugiego człowieka, odpowiedzialność. I jeszcze jedno, na czasy pokoju specjalnie ważna jest odwaga cywilna.''

,,Największe poruszenie wywołała jednak mowa następnej uhonorowanej – Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, która jako sanitariuszka o pseudonimie „Grodzka” brała udział w powstaniu warszawskim. Po wojnie została wybitną tłumaczką literatury amerykańskiej i angielskiej. W latach 80. działała na rzecz internowanych i więźniów politycznych w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom''.

,,– Po powstaniu wychodziłam z Warszawy wśród cywili. Złożyła się na to sytuacja. Mój ojciec był w takim stanie, że wymagał niesienia na noszach. Była tylko moja matka i ja. Mój brat Andrzej zginął na dwa tygodnie przed kapitulacją. Wychodziłam więc z Warszawy z uchodźcami, z gromadą ludzi obliczaną dzisiaj na przeszło pół miliona – wspominała Anna Przedpełska-Trzeciakowska. – Proszę sobie zdać sprawę: przeszło pół miliona uchodźców, ludzi, którzy mają tylko jakiś swój węzełek, a w naszym przypadku ciężko chorego na noszach. I te przeszło pół miliona ludzi uzyskało pomoc, znalazło dach nad głową w bardzo niedużej przestrzeni w małych miasteczkach, wsiach, gdzie nas przechowano. Pozwolono nam przetrwać zimę i pozwolono wrócić do zdrowia mojemu ojcu, a mnie – tu się pochylam przed miastem Kielce – zdać maturę w tajnym nauczaniu. Byliśmy uchodźcami. Chcę tutaj podkreślić ten fakt określeniem tego, kogo uważamy za uchodźcę. Sięgam tutaj do najważniejszej definicji wygłoszonej na sali sejmowej przez przewodniczącego największej, sprawującej dzisiaj władzę partii. Otóż, są to osoby, które roznoszą pasożyty, pierwotniaki, dyzenterię, a nawet cholerę. Mogę jako świadek powiedzieć, że my, może z wyjątkiem cholery, to wszystko nieśliśmy. Więcej, mieliśmy wszelkiego rodzaju swojskie, a więc przystosowane do polskiej rzeczywistości robactwo i brud. Doświadczenia są nieprzekazywalne, ale liczby są: przeszło pół miliona ludzi, przeszło pół miliona uchodźców znalazło schronienie. Warszawa, warszawiacy zaciągnęli dług. Byliśmy oczywiście Polakami, byliśmy katolikami, nie muzułmanami. Byliśmy swoimi, a nie obcymi. Ale długi się spłaca. Niekiedy te długi muszą spłacać kolejne pokolenia. To jest oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka. A co należy robić, kiedy pokwitowanie przynosi ktoś innego koloru skóry, jakiś Syryjczyk, jakieś cudze sieroty? Dumna jestem z tego, że na pasku w tramwaju widziałam biegnący tekst: „Warszawiacy nie boją się obcych. Warszawiacy witają przybyszów”. Dowiedziałam się też o inicjatywie władz mojego miasta wzywających mieszkańców do przeciwstawiania się wszelkim objawom rasizmu, o szacunku dla obcych bez względu na pochodzenie, czy religię. Ten apel podjęły również władze Poznania, Krakowa i Białegostoku. Miejmy nadzieję, że podejmie go cały kraj.''

 http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,23738472,honorowa-obywatelka-warszawy-po-powstaniu-bylismy-uchodzcami.html

 http://idziemy.pl/spoleczenstwo/uczestnicy-powstania-warszawskiego-honorowymi-obywatelami-warszawy

Niedawno dzięki wydawnictwu Wielka Litera ukazały się wspomnienia Anny Jakubowskiej ps. ,,Paulinka'' w formie rozmowy z Patrycją Bukalską.   

16:42, hanna.brygida , historia
Link Dodaj komentarz »

Dziś przypada 74 rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Wspomnijmy powstańców i powstańczynie, którzy oddali życie w nierównej walce, z góry skazanej na klęskę. 

schirtladze_strz

siwinska_strz

zapadko_VM

kaminska_san

komorowska_lacz

 

sottowna_strz

szablewska_strz

sadowskie_laczn

binkowska_sanit

breza_plut

siedlecka_strz

pogot._harc

kwatera_parasol

10:18, hanna.brygida , historia
Link Dodaj komentarz »

Pomnik oddający hołd kobietom walczącym w II wojnie światowej został odsłonięty 23 listopada 2007 roku. Ufundowała go generał Elżbieta Zawacka (stopień generalski jako druga kobieta w historii wojska polskiego uzyskała w 2006 r.). Elżbieta Zawacka ,,Zo'' to słynna kurierka Komendy Głównej AK, jedyna kobieta w gronie cichociemnych, niestrudzona działaczka na rzecz upamiętnienia wkładu kobiet w walce o niepodległość Polski - Elżbieta Zawacka założyła Fundację  Archiwum i Muzeum Pomorskie AK i WSK (Wojskowa Służba Kobiet).   Pomnik znajduje się na terenie Muzeum Powstania Warszawskiego, na niewielkim skwerku zwanym   Parkiem  Wolności.  Skromny w swej formie obelisk ma za zadanie uświadomić nam wszystkim, że w wysiłku wojennym na rzecz pokonania wroga uczestniczyły na równi z mężczyznami kobiety - żołnierki Wojskowej Służby Kobiet i innych formacji. Szacuje się, że w czasie wojny w AK służyło około 20 procent kobiet, a w samym powstaniu warszawskim te proporcje były jeszcze wyższe - co czwarty żołnierz był kobietą. 

https://www.torun.pl/pl/pamieci-kobiet-walczacych

 pamieci_Polek1

W tym samym parku tuż przy wspomnianym obelisku wznosi się jeszcze kilka innych pomników. Tuż obok siebie stoją między innymi takie monumenty: 

hod_sanitariuszkom

pomnik poświęcony służbom sanitarnym wojska, oddający hołd  bohaterskim sanitariuszom i sanitariuszkom, którzy z narażeniem własnego życia wynosili rannych z pola walki

 w_hodzie_cywilom 

oraz pomnik czczący ofiary cywilne powstania warszawskiego.

Jak powszechnie wiadomo, powstanie warszawskie wykrwawiło naród polski, a najwięcej ofiar ponieśli cywile - zginęło około 150 tysięcy osób.  

Przeciętny warszawiak i warszawianka, Polak i Polka, jeśli nie odwiedzi Muzeum Powstania Warszawskiego raczej tych pomników nie ujrzy. Są skromne, nie wpisują się w krajobraz Warszawy. Myślę również, że niewiele osób wie o ich istnieniu.  

Gdzie jeszcze w Warszawie możemy natknąć się na ślady upamiętnienia kobiet walczących o wolność Polski? 

Takich miejsc jest niewiele, raczej nie rzucają się w oczy, są mocno symboliczne. 

Tablica na kościele św. Boromeusza na Starych Powązkach w Warszawie: 

kobiety_walczce

 

oraz tablica w kościele dominikanów św. Jacka w Warszawie na Nowym Mieście poświęcona kobietom w AK:

tablica_sw._Jacek1

Warto jeszcze wspomnieć o pomniku Marii Wittek, który skrywa się przed wzrokiem warszawiaków i warszawianek. Tylko ci go ujrzą, którzy zechcą zwiedzić Muzeum Wojska Polskiego. 

 00000_maria_wittek

wittek2

A jak to wygląda w innych krajach? Nie mam zbyt rozległej wiedzy na ten temat, ale mogę podać jeden przykład związany z Wielką Brytanią. Otóż, od niedawna w Londynie kierowcy przejeżdżając przez jedną z ulic, chcąc nie chcąc mijają potężny pomnik, znajdujący się dokładnie pośrodku ulicy, nie sposób go nie zauważyć. Dodam, że pomnik został wzniesiony w centralnym punkcie miasta - niedaleko od Trafalgar Square i nabrzeża Tamizy.  Pomnik poświęcony kobietom walczącym w II wojnie światowej dumnie się prezentuje w  krajobrazie stolicy Wielkiej Brytanii. Brytyjczykom możemy tylko pozazdrościć. 

000_kobiety_II_wojna

kobiety_II_wojna2

09:48, hanna.brygida , historia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 31 lipca 2018

Jutro będziemy obchodzić kolejną - 74 rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Będziemy wspominać dramat Polaków i Polek, który trwał nieprzerwanie przez  63 dni. Powstanie mimo heroicznej walki zakończyło się niestety klęską, a skala zniszczeń porażała - tysiące zabitych i rannych, zniszczona prawie całkowicie stolica kraju, wykrwawiony naród, unicestwiony dorobek kultury wielu pokoleń. Nie chciałabym teraz rozwodzić się nad zasadnością wydania rozkazu o walce. Powiem tylko tyle, że Tadeusz Bór-Komorowski podejmując tę decyzję popełnił potworny błąd.  Nie zmienia to jednak faktu, że ludziom, którzy wówczas bez wahania chwycili za broń i poszli w bój ze znikomymi szansami na zwycięstwo należy się ogromny szacunek i pamięć. To nie ulega wątpliwości. Chciałabym w tym miejscu wspomnieć  o  kobietach walczących w powstaniu - powstańczyniach. 

Zacznę jednak od  małej dygresji - komputer właśnie podkreslił mi słowo ,,powstańczyni'' na czerwono. Tymczasem jest to jak najbardziej poprawna forma żeńska utworzona od słowa powstaniec. Nie wierzycie? Przekonajcie się sami: 


powstanczyni

powstanczyni2

O potrzebie używania żeńskich odmian słowa powstaniec pisałam tutaj (tak przy okazji, od tego zaczęła się moja przygoda z pisaniem tego bloga) : http://jestemfeministka.blox.pl/2014/07/Powstaniec-czy-powstanka.html

Jak obliczyło niedawno Muzeum Powstania Warszawskiego w powstaniu wzięło udział 11 i pół tysiąca kobiet. Inne źródła - np. Grażyna Korneć podaje, że kobiet mogło być około 10 tysięcy. 

,,Faktem jest, że do akcji zbrojnej w powstańczej Warszawie przystąpiło około 10 000 kobiet WSK [Wojskowa Służba Kobiet], choć nie wszystkie miały przydziały w AK. Z faktu tego wynika, że prawie co czwarty żołnierz powstania był kobietą. Stanowiły one 25 proc. ogółu powstańców''. 

Najczęściej uczestniczki powstania kojarzą nam się  z sanitariuszkami, bo też one stanowiły, obok łączniczek  dość znaczną grupę. Pamiętajmy jednak,  że kobiety pełniły wiele innych różnorodnych funkcji.  Powstańczynie wraz ze swoimi kolegami walczyły na barykadach z bronią w ręku, były strzelczyniami, minerkami  podkładającymi ładunki wybuchowe,  przewodniczkami po kanałach, kurierkami, kolporterkami prasy powstańczej. Wreszcie - dowodziły oddziałami powstańczymi i zajmowały wysokie stanowiska w strukturze Komendy Głównej AK. Przykładowo - Wanda Gertz dowodziła oddziałami DYSK (nazwa oznacza dywersję i sabotaż kobiet), a Zofia Franio stała na czele Kobiecych Patroli Minerskich, Maria Wittek (notabene - pierwsza generał w wojsku polskim mianowana w 1991 r.) była Komendantką Główną Wojskowej Służby Kobiet,  mjr Janina Karaś kierowała łącznością konspiracyjną. Dodatkowo, kobiety działały w służbach kwatermistrzowskich oraz WSOP czyli w Wojskowej Służbie Ochrony Powstania. W ramach tej ostatniej powstańczynie odpowiedzialne były między innymi za gaszenie pożarów. Istotną rolę odegrały także  peżetki - tak określano  najmłodsze uczestniczki służące w organizacji Pomoc Żołnierzowi. Peżetki prowadziły kuchnie dla żołnierzy, prały i naprawiały ubrania, starały się też podtrzymywać na duchu walczących organizując prowizoryczne życie kulturalne - śpiewały piosenki, recytowały wiersze, wystawiały spektakle. 

,,Wykonywały też prace mniej widoczne i cenione, ale równie potrzebne. Sypiały często po 2-3 godziny dziennie i to w ogromnym stresie, często głodne, zmęczone. Znajdowały mimo to czas w ramach akcji PŻ na pocieszanie rannych żołnierzy, wspieranie psychiczne mniej odpornych (…)''. (G. Korneć)

O wielkiej różnorodności kobiecych działań w powstaniu niech zaświadczy nam przykład oddziałów walczących na Starym Mieście: 

,,Na Starym Mieście najwięcej kobiet pracowało w służbie sanitarnej - około 40 proc. Znaczna ich część znalazła się w służbie łączności - około 30 proc. W batalionach powstańczych stanowiły 10 proc. ogółu osobowych stanów żołnierskich, zaś 20 proc. z nich należało do służb pomocniczych i zabezpieczających walki powstańcze, tj. służby kwatermistrzowskiej, gospodarczej, przy budowie barykad, gaszeniu pożarów, redagowaniu i kolportowaniu pracy powstańczej, ochronie dóbr kultury''. (G. Korneć)

Dopiero niedawno, w Parku Wolności przylegającym do Muzeum Powstania Warszawskiego odsłonięto pomnik składający hołd Polkom walczącym w powstaniu warszawskim: 

pamieci_Polek

Przypomnijmy niektóre powstańczynie.  Groby powstańczyń, których zdjęcia prezentuję znajdują się na Powązkach wojskowych w Warszawie.   

01_gertz

pietraszewicz_laczn

stefanowska_sanit

kiwerska_ppr

dabrowska_lacz

mazurkiewicz_kpt_VM

tyszkowna_strz

malolepsza_strz

karaszewicz_VM

dobraczynska_strz

 

olkowska_strz
letowi_kpr

potocka_strz

hanulanka_strz

zakrzewska_strz

01_grabowska_ppch

brzywczy_strz

swiecka_strz

czerwinska_strz

Źródła:

Grażyna Korneć, Udział kobiet w powstaniu warszawskim (1 sierpnia - 2 października 1944 r.), Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, Warszawa 2016. 

Anna Marcinkiewicz-Kaczmarczyk, Kobiety w obronie Warszawy, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2016. 

Weronika Grzebalska, Płeć powstania warszawskiego, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2013.  

http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,15967933,w-sukience-i-w-mundurze-kobiety-z-powstania-warszawskiego.html

23:52, hanna.brygida , historia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 lipca 2018

Zofia Nałkowska (1884-1954) - powieściopisarka, autorka dramatów, diarystka, publicystka, autorka słynnych ,,Medalionów'' oraz powieści ,,Granica''. 

 

,,Tenże ruch etyczny usiłuje i całe życie erotyczne kobiety sprowadzić do obowiązków macierzyństwa. Jeden z lekarzy, opierając się na zeznaniach swych pacjentek, ogłosił, że dziewięćdziesięciu procentom kobiet niedostępne są wzruszenia erotyczne, a przeto jedynym motywem do zawarcia małżeństwa jest dla nich potrzeba macierzyństwa. Pomijam, że były to zeznania kobiet niezdrowych; zeznania te skądinąd nie mają znaczenia, mianowicie - w tych razach kobiety nigdy nie są szczere. Należałoby spytać, czy kobiety zdradzając mężów swych z kochankami, czynią to też tylko dla umartwienia, czy rzucając się dziesiątkami z okien na kamienie lub z brzegów rzeki w głębinę z obawy przed grożącym macierzyństwem, też macierzyństwo mają tylko na celu w miłości? 

Gdybyśmy mieli możność poznać szczerze uczucia kobiety, dowiedzielibyśmy się, że i u niej, jak u mężczyzny, potomstwo jest skutkiem, nawet celem erotyzmu, ale nie jego jedynym motywem. 

Kobiety nie umieją, nie lubią, nie chcą wypowiadać się szczerze, kłamią w stosunku do świata i w stosunku do siebie, grają rozliczne role przez inercję niewoli - a szczerości w myślach, postępkach i czynach lękają się niesłychanie. (…) 

My kobiety najmłodsze, za pierwsze zadanie etycznego ruchu kobiecego uznać musimy zmianę naszego kryterium etycznego. Te z nas nieuczciwe są tylko, które nie szanują praw innej jednostki, te z nas nieuczciwe są, które krzywdzą, które kłamią - a kto wie, czy nie my właśnie, kobiety uczciwe, kłamiemy najwięcej.

Świadectwem naszego psychicznego wyzwolenia będzie odwaga strącenia poetycznej glorii z naszej wieczno-kobiecej hipokryzji, będzie odwaga rzucenia w świat okrzyku:

Chcemy całego życia!''

(Uwagi o etycznych zadaniach ruchu kobiecego. Przemówienie wygłoszone na Zjeździe Kobiet)

 

O Zofii Nałkowskiej, a konkretnie o jej słynnym wystąpieniu na Zjeździe Kobiet w 1907 roku zorganizowanym z okazji 40-lecia pracy twórczej Elizy Orzeszkowej i jego skandalicznym wydźwięku pisałam już wcześniej:

http://jestemfeministka.blox.pl/2014/10/Jak-mloda-pisarka-skandal-wywolala.html

 

Źródła: 

Chcemy całego życia. Antologia polskich tekstów feministycznych z lat 1870-1939, zebrała Aneta Górnicka-Boratyńska, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2018. 

 

Marta Dzido oraz Piotr Śliwowski są w trakcie realizacji filmu zatytułowanego ,,Siłaczki'' opowiadającego  o polskich emancypantkach, feministkach, sufrażystkach, czyli autorkach tekstów zebranych w wyżej wspomnianej antologii. Możecie przyczynić się do jego powstania wpłacając nawet niewielką kwotę:

https://polakpotrafi.pl/projekt/film-silaczki

Jeśli wszystko pójdzie dobrze premiera filmu będzie miała miejsce dokładnie w setną rocznicę zdobycia przez Polki praw wyborczych - 28 listopada 2018 roku. 

 

O powstającym filmie ,,Siłaczki'':  

http://natemat.pl/244807,silaczki-film-o-polskich-feministkach-walczacych-o-prawa-wyborcze-kobiet

 

Nalkowska_cm_wojskGrób Zofii Nałkowskiej na Powązkach wojskowych w Warszawie

niedziela, 29 lipca 2018

Niezwykle ciekawy artykuł Jacka Majewskiego, dający mocno do myślenia o żeńskich nazwach Boga i kobiecych metaforach w pojmowaniu Boga: 

 

,,W historii teologii i doktryny Kościoła doszło do tego, że to, co męskie, zrosło się tak ściśle z tym, co boskie, iż odniesienie do Boga wyobrażeń i metafor kobiecych, nawet tych znanych z Pisma Świętego, budzi wśród wiernych zdziwienie.

Wbrew temu, co stwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego: że ,,Bóg (…) nie jest ani mężczyzną ani kobietą (…), jest czystym duchem, w którym nie ma miejsca na różnicę płci'' - Boga traktuje się w Kościele tak, jakby był mężczyzną. Jeśli nawet - jak twierdzą obrońcy tradycyjnego języka o Bogu - nazywanie Go z pomocą wyłącznie wyobrażeń męskich nie jest jednoznaczne z utożsamianiem Go z mężczyzną, to - ,,skąd bierze się tyle zastrzeżeń, kiedy do opisu Boga wprowadza się wyobrażenia kobiece?''. 

Skąd - można pytać dalej - bierze się sprzeciw, gdy do Boga odnosi się imię Matki, nawet jeśli tak nazwał Go papież Jan Paweł I 10 września 1978 r. (…) Problematyczność - tłumaczą obrońcy tradycyjnego stanowiska - bierze się stąd, że autorzy Świętych Ksiąg nigdy nie nazywają Boga Matką, podczas gdy nazywają  Go Ojcem. (…) Argumentacja taka jednak nie przekonuje. Pismo Święte w żadnym miejscu nie nazywa Boga również Trójcą Świętą czy Osobą, nie znajdziemy w nim również - tak charakterystycznych dla tradycyjnej teologii i doktryny - pojęć w rodzaju transsubstancjacja czy unia hipostatyczna. Mimo to, nie wyprowadzamy z tego wniosku, że Boga nie wolno nazywać Osobą i Trójcą, że w Eucharystii nie dokonuje się przeistoczenie albo że Chrystus nie jedna w sobie dwóch natur, ludzkiej i boskiej. (…)

Zwolennicy wyłącznie męskiego języka o Bogu zapominają, że - zgodnie z fundamentalnymi regułami języka wiary, także zatem języka Pisma Świętego - imię ,,Ojciec'' odniesione do Boga jest metaforą. Nie można go pojmować dosłownie, ono znaczy tyle, że Bóg jest ,,jak ojciec''. (…)

W słowniku Jezusa Bóg nosi różne imiona - jest Gospodarzem, Pasterzem, Siewcą, Żniwiarzem, Właścicielem winnicy, Królem, Panem, Mistrzem, Nauczycielem czy Abbą. Co znaczące w zbiorze tym znajdziemy także imiona kobiece. Bóg w nauczaniu Jezusa jest np. Gospodynią. Dowiadujemy się o tym z przypowieści o kobiecie szukającej  drahmy w Ewangelii Łukasza. (…)

W nauczaniu Rabbiego z Nazaretu Bóg jest także kobietą przygotowującą ciasto na chleb - tym razem w przypowieści w Ewangelii Mateusza: ,,Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło. (...)

Jak to się dzieje, że Pismo Święte odnosi do Boga metafory i wyobrażenia kobiece, jak też widzi w Nim to, co kobiece/matczyne, a w tradycyjnej teologii, doktrynie, jak też w liturgii Kościoła zasadniczo wciąż ich brak? Jak to możliwe, by nie dać się pociągnąć w tym względzie Biblii, normie porządkującej życie i nauczanie Kościoła?  

Cóż sprawia, że tradycyjna teologia nie idzie za przykładem Świętych Ksiąg, by z pomocą języka nie tylko męskiego, ale również kobiecego jeszcze głębiej i szerzej poznawać, nazywać, akcentować, artykułować, podziwiać, sławić i wychwalać niewypowiedziane i niezagłębione bogactwo tajemnicy i dzieł Boga?''

J. Majewski, Bóg - Ojciec czy Matka, Tygodnik Powszechny, 29 lipca 2018. 

 

Anna Dziewit-Meller, felietonistka Tygodnika Powszechnego o upamiętnianiu wybitnych kobiet: 

 

,,I tak właśnie zrodził się projekt Overlooked - (przeoczone/Przeoczeni) - próba przywrócenia pamięci o ludziach, którzy mimo oczywistych zasług z jakichś powodów nie znaleźli się w archiwum nekrologów. Tak jak na przykład Ida B. Wells - kobieta, która głośno sprzeciwiała się linczom dokonywanym na czarnoskórej ludności w latach 90. XIX w. Albo Henrietta Lacks (…) 

A teraz, podpierając się tym amerykańskim pomysłem na przywracanie pamięci, zaapeluję ponownie do naszych sumień i nawiążę do mojej nieustającej batalii o to, by forsować patronki ulic, placyków i skwerów - tak, by nie zapomniano o lokalnych i krajowych bohaterkach, artystkach, pisarkach, żołnierkach. W Warszawie swoje ulice mają Radiowa Rodzina Matysiaków i Kubuś Puchatek, a także Burleska, Kalambur i Loteryjka. Ale Stefania Wilczyńska - współpracownica Korczaka z Domu Sierot - albo Agnieszka Osiecka, co jej chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, nie mają nawet po małym skwerku. Osiecką uczczono najbliżej w Grodzisku Mazowieckim i w Granicy koło Komorowa, a Wilczyńska na razie ma swój dąb na Polu Mokotowskim. No i mnie to dziwi mniej więcej tak samo jak ukradzione Henrietcie Lacks komórki rozsiane po laboratoriach. A Was?''

A. Dziewit-Meller, Komóreczki, Tygodnik Powszechny, 29 lipca 2018. 

 

Mnie również to dziwi i w pełni popieram akcję - kobiety na patronki ulic. Pisałam o tym wcześniej: 

http://jestemfeministka.blox.pl/2014/08/Jak-upamietnia-sie-wybitne-kobiety.html

 

 

Prof. Monika Płatek, felietonistka Wysokich Obcasów o Ernestynie Potowskiej-Rose w kontekście niezawisłości sędziowskiej:

 

,,Błagałała, by jej ten ożenek darowano. Na próżno. Zerwanie oznaczało dla niej utratę należnego jej po matce spadku. Ernestyna poszła do sądu. (…) Los Ernestyny sczezłby i zmarniał, gdyby sąd w Kaliszu kierował się interesem i był zawisły. Ona miała odwagę i determinację. Jej wolność i niezależność była jednak warunkowana również niezależnością kaliskiego sądu. Gdyby nie był niezawisły, los Ernestyny zawisłby w próżni, uzależniony nie od prawa, lecz od plątaniny prywatnych i politycznych interesów tych, co u władzy''

M.Płatek, Sprawa Ernestyny, Wysokie Obcasy, 28 lipca 2018.  

 

Zaintrygowała Was postać Ernestyny Potowskiej-Rose - feministki i abolicjonistki? Więcej na jej temat możecie przeczytać tutaj: 

http://jestemfeministka.blox.pl/2016/01/Ernestine-Potowska-Rose.html

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
Tagi