niedziela, 24 lutego 2019

,,Chociaż opisuję swoje przeżycia z taką wzgardą, feminizm był moją pierwszą miłością. Zawdzięczam mu szkielet konstrukcyjny. Na którym zaczęłam budować swoje rozumienie świata. Moje myślenie feministyczne dało początek mojemu myśleniu antyrasistowskiemu, służąc mi za narzędzie do wykuwania poczucia własnej wartości. Odnalazłam go w najlepszym możliwym czasie, jako dziewiętnastolatka, a on wyposażył mnie w umiejętności potrzebne do poruszania się po dorosłym świecie, bronienia własnego zdania i wypracowania systemu wartości’’.

,,Spotykanie się co miesiąc w gronie czarnych feministek przypominało poniekąd metodę podnoszenia świadomości stosowaną dawniej przez aktywistki feministyczne. Została ona zastosowana po raz pierwszy w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku przez nowojorską grupę Radykalnych Kobiet, która z kolei zapożyczyła swoja taktykę od amerykańskiego ruchu praw obywatelskich. Na spotkaniach czarnych feministek rozmawiałyśmy o wszystkim, co działo się w naszym życiu. Starałyśmy uczyć się od siebie nawzajem i zaczęło wówczas do mnie docierać, że inne kobiety doświadczają tego samego co ja. Wspólnie zadawałyśmy sobie pytanie dlaczego?. Przyglądałyśmy się odosobnionym, jak się nam wcześniej zdawało, incydentom i osadzałyśmy je w szerszym kontekście rasy i płci’’.

,,Z czarnymi feministkami używałyśmy słowa intersekcjonalność na określenie krzyżowania się dwóch wyraźnie różnych przejawów dyskryminacji - rasizmu i seksizmu - z jakimi spotykają się osoby, które są jednocześnie czarne i płci żeńskiej. Ten dziś będący już  w powszechnym obiegu termin wymyśliła, pod wpływem swoich studiów nad prawem, czarna feministyczna naukowczyni, doktor Kimberle Crenshaw. Kiedy spotkałyśmy się w ambasadzie amerykańskiej w Londynie, doktora Crenshaw powiedziała mi: ,,Podjęłam tę pracę, kiedy dotarło do mnie, że nie postrzega się Afroamerykanek, jako tych, które doświadczyły dyskryminacji na tle zarówno rasowym, jak i płciowym. Sąd stwierdziłby, że jeśli nie doświadczasz rasizmu tak samo jak [czarny] mężczyzna, albo seksizmu jak biała kobieta, to nikt cię nie dyskryminuje. W moim rozeznaniu był to problem tożsamości i różnicy. Pojawiały się głosy, że prawo nie znajduje odpowiedniego paragrafu na twoją obronę, bo się za bardzo różnisz. To naprowadziło nas na trop intersekcjonalności - która pozwala przyjrzeć się temu, jak rasa i płeć krzyżują się, tworząc bariery i przeszkody dla równości’’.

,,Słowo to opisywało dotychczas niezdefiniowane zjawisko, choć czarne aktywistki feministyczne, naukowczynie oraz teoretyczki pisały i mówiły o tym samym na lata przed tym, jak doktora Crenshaw opatrzyła je nazwą. W roku 1851 czarna abolicjonistka i obrończyni praw kobiet Sojourner Truth przemawiała na forum Konwencji Kobiet w Ohio.

,,Myślę, że między czarnymi z Południa a kobietami z Północy - powiedziała - wszystkimi rozprawiającymi o prawach, biali mężczyźni prędko znajdą się w kropce.  Ale o co to całe zamieszanie? Tamten pan twierdzi, że kobietom trzeba pomagać wsiąść do powozu i przenosić je przez rowy, i że one muszą wszędzie mieć najlepsze miejsca. Mnie nikt nie pomaga wsiadać do bryczki, nie przenosi mnie przez błoto ani nie daje mi najlepszego miejsca! Czyżbym nie była kobietą? Spójrzcie na mnie! Spójrzcie na moją rękę! Orałam, sadziłam, znosiłam słomę do stodoły i żaden mężczyzna mnie w tym nie wyprzedzał! Czyżbym nie była kobietą? Potem gadają o tym, co się ma w głowie, jak to się nazywa? (intelekt - szepcze ktoś). O, właśnie, skarbie.Jak to się ma do praw kobiet, albo czarnych? Jeśli moje naczynie mieści ledwie pół kwarty, a wasze mieści kwartę, czy macie prawo odmówić mi mojej skromnej połówki?’’ Przemówienie zostało opublikowane dwanaście lat później w ,,National Anti-Slavery Standard’’.

 

 

Reni Eddo-Lodge, Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry, Karakter, Kraków 2018.

09:34, hanna.brygida , feminizm
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 lutego 2019

 

,,To prawda, to jest problem. Maltretowanie kobiet jest problemem” – powiedział Franciszek, zapytany przez dziennikarzy podczas drogi powrotnej z Abu Zabi o przemoc seksualną, jakiej doświadczają siostry zakonne. Przyznał też, że takich czynów dokonywali również księża i biskupi, oraz że zdarzały się przypadki wręcz seksualnego niewolnictwa. „Ośmieliłbym się powiedzieć, że ludzkość jeszcze nie dojrzała; kobieta jest uważana za osobę drugiej kategorii” – mówił.

„Problem wykorzystywania seksualnego sióstr zakonnych przez duchownych istnieje również w Polsce, od dawna – powiedziała z kolei w wywiadzie dla KAI s. Jolanta Olech, sekretarz generalna Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych. – To sprawy bardzo bolesne. Wiążą się z ogólnym stosunkiem do kobiet w społeczeństwie, którego osoby duchowne są przecież integralną częścią”.

(…) o problemie – (…) same siostry zakonne i działaczki feministyczne alarmowały od dawna.

Gdy tuż po akcji #MeToo chrześcijanki z wielu Kościołów próbowały rozpowszechnić hasztag #ChurchToo, niewielu zwróciło na to uwagę. Czy molestowanie kobiet w Kościele jest bardziej przezroczyste, mniej szokujące?

Dotyk. (…) przez skandale seksualne ostatnich lat stał się podejrzany. Problem jest jednak szerszy, a naczelna dodatku Lucetta Scaraffia zgadza się z Franciszkiem, że jego istotą nie jest upadek pod wpływem seksualnej pokusy, ale nadużycie władzy, wypływające z perwersyjnego rozumienia roli kapłana i zła klerykalizacji. Scaraffia podkreśla, że o ile w przypadku dzieci rzecz jest jasna i jednoznacznie potępiana, w kwestii przemocy wobec kobiet dyskurs jest bardziej zawiły i dotyka właśnie zjawiska władzy.

Opisując kobietę jako niebezpieczną kusicielkę Kościół przez wieki przyczyniał się do zacierania kwalifikacji tych czynów: mówił raczej o przekroczeniach obustronnych, popełnianych w wolności przez przedstawicieli obu płci. Dopiero gdy w jego dyskurs wprowadzimy kategorię władzy i wskażemy na klerykalizm, molestowanie stanie się tym, czym jest: aroganckim naruszeniem intymności. Zwłaszcza że to właśnie władza otula sprawców zasłoną milczenia – argumentuje naczelna watykańskiej gazety dla kobiet.

W kwestii wykorzystywania seksualnego zakonnic alarmowały Watykan swoimi tajnymi raportami siostry Maura O’Donohue i Marie McDonald jeszcze w latach 90. Pierwsza z nich, koordynatorka katolickiej organizacji pokojowej Catholic Agency For Overseas Development, odkryła podczas służbowych podróży do krajów rozwijających się, że powodowani lękiem przed zarażeniem się wirusem HIV od miejscowych kobiet, pracujący tam księża zaczęli seksualnie wykorzystywać zakonnice jako te „bezpieczne”. Swój raport z 23 państw O’Donohue przedstawiła w 1994 r. W jej ślad poszła McDonald, przełożona Sióstr Misjonarek NMP Królowej Afryki, przedkładając w 1998 r. kilkustronicowy artykuł na temat wykorzystywania seksualnego zakonnic w Afryce tzw. radzie szesnastu – ciału skupiającemu przedstawicieli przełożonych męskich i żeńskich zgromadzeń oraz Kongregacji ds. Życia Konsekrowanego. W 2000 r. podobny dokument sporządziła dla benedyktyńskich opatów s. Esther Fangman.

I co? Nic. Najpierw była cisza, a potem – kiedy w 2001 r. informacje o tych raportach wyciekły do prasy – Watykan zaprzeczał skali problemu i podkreślał heroizm misjonarzy.

Dopiero we wrześniu 2001 r. rada szesnastu wydała rekomendacje dotyczące przeciwdziałania molestowaniu zakonnic. Po spotkaniu z s. O’Donohue prefekt Kongregacji, kard. Eduardo Martínez Somalo, nakazał powiadomić diecezje, w których miało dochodzić do molestowania. Cóż jednak po tym, skoro molestującymi bywali także biskupi?

(…) Doris Wagner opuściła zakon w 2011 r. Gdy wcześniej zdecydowała się opowiedzieć przełożonej o gwałcie, usłyszała pytanie: „czy używaliście antykoncepcji?”. O konsekwencjach wobec sprawcy nie było oczywiście mowy. (…)

W jej historii jak w soczewce widać wiele problemów: nie tylko samo nadużycie władzy, ale używanie intymnych sytuacji (spowiedzi czy kierownictwa duchowego) do wykorzystywania seksualnego. Lekceważących problem przełożonych. Podejrzenia, że był to romans, a nie nadużycie. W końcu: brak wsparcia ofiary, uwolnienia jej od przekonania, że ponosi winę za to, co się stało, i że jest w tym sama. (…)

Być może, bo życie wciąż dostarcza kolejnych przykładów, że ofiary nie mogą na wiele liczyć. Miesiącami ciągnie się sprawa indyjskiej zakonnicy gwałconej przez biskupa w stanie Kerala. Ofiara otrzymała wprawdzie wsparcie współsióstr, ale Kościół instytucjonalny zareagował dopiero w wyniku ich ulicznego protestu: wcześniej biskup pozostawał jej przełożonym, a nawet oskarżał ją samą o rozwiązłość. (…)

Później Figueroa Alvear pomagała innym ofiarom wysyłać listy do watykańskich urzędów: Sekretariatu Stanu i Kongregacji Nauki Wiary. Bez skutku. Ze wspólnoty odeszła w 2011 r. Dziś mówi: „Ciężko jest być zarówno ofiarą, jak kobietą. Maczyzm istnieje również w kryzysie molestowania seksualnego, bo gdy mężczyzna wykorzysta młodą dziewczynę, to mówi się, że go uwiodła i że byli kochankami. Nikt nie rozumie, czym jest molestowanie: to nadużycie władzy”.

Na skandal w Sodalicji Kościół zareagował dopiero, gdy w 2015 r. ukazała się książka oparta na wywiadach z ofiarami jej liderów: nagle ruch przeprowadził wewnętrzne śledztwo, które zidentyfikowało 77 ofiar. Wypłacono im 4 mln dolarów odszkodowania. Założyciela przeniesiono do rzymskiego domu wspólnoty, gdzie miał żyć w modlitwie i pokucie. Dopiero rok temu, pod presją skandali w Chile, papież Franciszek obiecał rozważyć nałożenie na niego realnych sankcji. (…)

Organizacja, którą reprezentuje Flisowska [Voices of Faith], przypomniała kilka dni przed spotkaniem szefów episkopatów na temat pedofilii, że problem molestowania ma w Kościele również twarz kobiet. – Jeden z problemów, które uwidacznia obecny kryzys, to ich upośledzona pozycja w Kościele – wyjaśnia Flisowska, której organizacja zabiega, by kobiety były włączone w procesy decyzyjne. – Uważam, że trzeba zbadać i nazwać po imieniu te struktury grzechu, a potem zrobić wszystko, by je zlikwidować. Kościół ma obowiązek wziąć stronę ofiar i w imię solidarności z nimi zwalczać złożone przyczyny kryzysu.

Jakie to przyczyny? Zależność, podległość, nieprzejrzystość decyzji, utrudniony dostęp do urzędów i sprawiedliwości w ramach wspólnoty Kościoła, nierówność praw i ochrony wszystkich ochrzczonych, a nie tylko ordynowanych. A w tym również obraz i pozycja kobiety.

Zuzanna Radzik, Kościelne MeToo, Tygodnik Powszechny, 18.02.2019.

sobota, 16 lutego 2019

Niedawno pisałam wam  o protestach kobiet w Indiach.

http://jestemfeministka.blox.pl/2019/02/Feministyczne-wiesci-ze-swiata-starcie-tradycji-z.html

W skrócie - chodzi o to, że pomimo orzeczenia Sądu Najwyższego zezwalającego kobietom na wstęp do świątyni Sabarimala bóstwa Ayappy - nadal kobiety nie mogą tak po prostu wejść do niej i się pomodlić. Opór tradycyjnego społeczeństwa jest zbyt silny (i to nie tylko wśród mężczyzn). Dlaczego tak się dzieje? Ma to ścisły związek z krwią menstruacyjną. Otóż w Indiach wciąż powszechnie uważa się, że miesiączkujące kobiety są nieczyste, zatem ich obecność w świątyni byłaby zbrukaniem tego miejsca i obrazą dla boga. Same kobiety pilnują się i w trakcie okresu nie odwiedzają świątyń. W oczach praktycznie całego indyjskiego społeczeństwa sprawa jest oczywista - krew menstruacyjna oznacza nieczystość. W świątyni Sabarimala problem polegał na tym, że zakazano wstępu do świątyni dokładnie wszystkim kobietom w wieku 10-50 lat, niezależnie od tego, czy są w trakcie miesiączki czy też nie. 

Jeśli chodzi o silne uprzedzenia wobec kobiet mających okres - Indie wcale nie stanowią tutaj wyjątku.  Przykładowo w Nepalu - menstrujące kobiety i dziewczynki  są wręcz izolowane. Czasem z tego powodu dochodzi do tragedii - w trakcie trzęsienia ziemi w Nepalu w takim miejscu odosobnienia zginęła dziewczynka, jej rodzina zdołała się uratować. 

https://www.aljazeera.com/news/2019/01/nepal-woman-sons-suffocate-death-banned-menstrual-hut-190111055118784.html

Słyszymy o tym co dzieje się w Indiach i w Nepalu i myślimy sobie - jacyż to zacofani ludzie! 

Tymczasem i w naszym społeczeństwie, tak przecież nowoczesnym, możemy znaleźć wiele antykobiecych uprzedzeń (w tym związanych z miesiączką, ale nie tylko). Podam wam kilka przykładów, z którymi sama się zetknęłam, lub usłyszałam o nich od bliskich mi osób. 

1. Moja kuzynka upiekła ciasto. Niestety wyszedł zakalec. Jej córka na to: 

- Mamo, to pewnie dlatego, że masz okres. 

2. Sekretarka w biurze umawia wizyty z różnymi osobami. Wyraźnie jest zadowolona z faktu, że pierwszy klient jaki pojawi się w biurze po Nowym Roku będzie mężczyzną. Dla niej to oczywiste - w Nowym Roku jeśli pierwsza sprawa będzie załatwiana z kobietą mamy przerąbane.   Baba może przynieść tylko pecha i nieszczęście.

 

3. Tę historię usłyszałam z trzeciej ręki i nie chce mi się w nią wierzyć. Sami posłuchajcie. 

Karetka pogotowia wiezie małego chłopca do szpitala. Rodzina chłopca dziwi się, że przed szpitalem czeka kolejka karetek. Okazuje się, że obsługa szpitala celowo czekała na pojawienie się pacjenta płci męskiej. Nie chcieli zająć się chorymi kobietami, mimo, że przybyły jako pierwsze. Dlaczego? Patrz punkt drugi.  

 

 

20:18, hanna.brygida , feminizm
Link Dodaj komentarz »

Świetną książkę teraz czytam. Książka nazywa się ,,Siła'' a napisała ją brytyjska pisarka Naomi Alderman.

Czy zastanawiałyście i zastanawialiście  się kiedyś nad tym, jak to się stało, że mężczyźni zdołali podporządkować sobie kobiety? Gdzie tkwi przyczyna narodzin patriarchatu? Jest oczywiście wiele teorii na ten temat.  Niektórzy twierdzą, że to z powodu męskiej siły fizycznej. A co by się stało, gdyby to kobiety wyposażyć w nadzwyczajną siłę? Wyobraźnia autorki Naomi Alderman poszybowała wysoko. W stworzonym przez nią fikcyjnym świecie kobiety zyskały szczególną właściwość - w ich ciele znajdują się specjalne zwoje, które przenoszą ładunki elektryczne. Kobiety dzięki nim mogą razić prądem. Czy kobiety wykorzystają tkwiącą w nich moc, by dokonać rewolucji? Jak ułożą się na nowo stosunki społeczne? Czy zapanuje matriarchat? Powstanie idylliczny świat, czy raczej kobiety dokonają krwawej zemsty? 

Jeśli rozbudziłam waszą ciekawość to koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Warto. 

 

,,Matka Ewa nagrywa przesłanie, które będzie towarzyszyło filmikowi. Mówi:

- Nie przyszłam wam powiedzieć, żebyście zrezygnowały ze swojej wiary. Nie chcę was nawracać. Chrześcijanki, żydówki, muzułmanki, sikhijki, hinduistki, buddystki, wierzące lub niewierzące - Bóg wcale nie chce, żebyście zmieniały wyznanie. 

Przerywa na chwilę. Wie, że nie tego się po niej spodziewają. 

- Bóg kocha nas wszystkie - ciągnie - i chce, żebyśmy wiedziały, że zmieniła tylko swoja powłokę. W rzeczywistości Ona jest czymś więcej  niż mężczyzną czy kobietą, jest poza ludzki pojęciem. Ale chce, żebyśmy przypomniały sobie rzeczy dawno zapomniane. Żydówki - popatrzcie nie na Mojżesza, lecz na jego siostrę Miriam, a zobaczycie, ile się możecie od niej nauczyć. Muzułmanki - spójrzcie na Fatimę, nie na Mahometa. Buddystki - przypomnijcie sobie Tarę, matkę wyzwolenia. Chrześcijanki - módlcie się do Marii o zbawienie. Uczono was, że jesteście nieczyste, że jesteście nieświęte, że wasze ciała są zbrukane i nie mogą zostać nawiedzone przez boskość. Uczono was, że macie pogardzać tym, czym jesteście, i pragnąć tylko tego,  żeby być jak mężczyźni. Ale to wszystko kłamstwa. Bóg jest w was, Bóg wróciła na ziemię, żeby was uczyć od nowa, pod postacią nowej mocy. Nie przychodźcie do mnie po odpowiedzi na wasze pytania, musicie znaleźć je w sobie''.  

Naomi Alderman, Siła, Marginesy, Warszawa 2018. 

19:43, hanna.brygida , literatura
Link Dodaj komentarz »

 Narcyza Żmichowska - (1819-1876) to pierwsza polska feministka, założycielka feministycznej grupy Entuzjastek. Autorka powieści i utworów poetyckich.  Nauczycielka, konspiratorka, założycielka  salonu literackiego w Warszawie. Jej najbardziej znana powieść to ,,Poganka’’, którą zalicza się   do najwybitniejszych dzieł krajowej literatury romantycznej.  Narcyza Żmichowska pochowana została na Starych Powązkach w Warszawie. Jej grób znajduje się przy głównej alei, tuż przy potężnym mauzoleum rodziny Kronnenbergów. 

 

20160915_165013 

 

20160915_165113

 

20160915_165131

 

Narcyza Żmichowska przetarła szlaki przyszłym pokoleniom kobiet. Nie dała się wcisnąć w ciasne ramy patriarchalnego społeczeństwa. Żyła samodzielnie, zarabiała na pisarstwie i pracy nauczycielskiej, sama siebie utrzymywała. W XIX wieku to wcale nie było takie oczywiste! W owym czasie bardzo źle widziano pracę zarobkową kobiet,  to mężczyzna miał utrzymywać rodzinę, kobieta miała mu całkowicie podlegać, być przede wszystkim matką i żoną.  Narcyza Żmichowska była niezależna w myśleniu, nie bała się łamać ustalonych norm społecznych (na przykład sama podróżowała, co było nie do pomyślenia w pruderyjnej epoce wiktoriańskiej). 

 

,,Uczcie się, jeśli możecie; umiejcie jeśli potraficie i myślcie o tym, żebyście same sobie wystarczyły, bo w razie potrzeby nikt na was z opieką i wsparciem nie czeka’’.

,,Dzisiaj pracą i zarobkiem dochodzi się najwznioślejszych celów. Pieniądze są wolnością. Pieniędzmi, swoimi pieniędzmi, zarobionymi pieniędzmi, zmusi kiedyś kobieta napoleońskich Francuzów do zmiany całych rozdziałów w sławnym cesarskim kodeksie. Pieniędzmi ugruntuje równość małżeńską i władzę macierzyńską’’.

 ,,Gdy pierwsze cygaro wypaliłam, był lament w domu; a gdy na koń siadłam, były płacze i zgrzytanie zębów, o jakich pojęcia nie masz chyba’’.

,,Ileż to emancypantek wyśmiano, ile ich samych utopiło się w awanturach, żeby się zaczęło upowszechniać, to proste przekonanie, że trzeba kobietom zdrowej i gruntownej nauki, trzeba wystarczającego na utrzymanie zarobku. A ile to jeszcze ofiar przepadnie, nim dojdą do tego, by uznać prawa człowieczeństwa w kobiecie, chłopie i rzemieślniku, by im odpowiednie wykształcenie i na koniec swobodne ich zastosowanie przysądzić’’.

,,Że możecie same po ulicach chodzić, koleją jeździć, o czem chcecie, o rozumnych książkach czy nierozumnych plotkach w towarzystwie rozmawiać, wszystko to winnyście pierwszym radownicom [feministkom], co wam wśród szyderstw i wydziwień drogę utorowały’’.

 

Narcyza Żmichowska urodziła się dokładnie 4 marca 1819 roku. A zatem - dwusetna rocznica jej urodzin już za dwa tygodnie!  

 

 

 

08:20, hanna.brygida , feminizm
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2019

 Czasem warto uciec od rutyny i wbiec na nieznane szlaki, przy okazji poznawać nieodkryte jak dotąd dla nas zakątki Warszawy.

Moje ulubione trasy biegowe to praska ścieżka nad Wisłą lub  alejki parku Skaryszewskiego. Tu najczęściej trenuję.  Ale zachciało mi się zmiany. Zaintrygował mnie Las Sobieskiego. Na mapie jest to dość duży prostokątny obszar w dzielnicy Wawer wyznaczony ulicami Kościuszkowców i Bronisława Czecha. Zdarzało mi się w nim biegać w ramach Pucharu Maratonu. Mankamentem był dojazd - autobusem komunikacji miejskiej 502 należało wysiąść przy ulicy Kajki, a potem  bardzo długo iść aż do miejsca zawodów  przy głośnej od tirów i smrodliwej trasie Bronisława Czecha. Postanowiłam znaleźć dogodniejsze miejsce startu moich indywidualnych treningów w tym lesie. Poszperałam, poszperałam i znalazłam. Główne wejście do lasu znajduje się przy ulicy Kościuszkowców. Można tam dojechać autobusem 520 do samego końca (Marysin), a potem trzeba dojść kawałeczek ulicą Kościuszkowców, na wysokości kościoła św. Feliksa znajduje się parking. To było to, czego mi było trzeba. Bo to właśnie z tego miejsca rozpoczyna się świetnie oznaczona ścieżka biegowa licząca w sumie 5 kilometrów (tabliczki z oznaczeniami odległości ustawione są co 200 metrów). Trasa jest bardzo przyjemna, biegnie się w pięknych okolicznościach przyrody, alejki są dość szerokie. Las Sobieskiego to idealne miejsce dla tych, którzy cenią sobie ciszę i spokój i choćby przez krótką część dnia pragną pobyć sami ze sobą.  Nie spotkamy tutaj takich tłumów jak przykładowo w uwielbianym przez biegaczy lesie kabackim.  

 

Tak wygląda jeden z odcinków trasy ścieżki biegowej.  

 

 

Po przebiegnięciu ścieżki biegowej - dalej można biec czerwonym szlakiem rowerowym. Prowadzi on do Międzylesia, lasów Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.  Po  około 5 kilometrach można zakończyć swój trening w Wesołej (ul. Raczkiewicza/Bronisława Czecha)) i wrócić do centrum autobusem 502. 

 

 

Żółty szlak rowerowy robi pętelkę około 6-kilometrową przez cały las Sobieskiego. Rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie ścieżka biegowa. Bardzo fajne urozmaicenie treningu

 

 

 Po drodze miniemy oczko wodne. 

  

 I ścieżkę zdrowia. 

 

Polecam do biegania Las im. J. Sobieskiego. Na wycieczki rowerowe i piesze to miejsce też jest świetne.

https://mazowsze.szlaki.pttk.pl/466-pttk-mazowsze-rezerwat-im-sobieskiego

http://www.zw.com.pl/artykul/2,662506-Wawer-otwiera-sciezki-dla-biegaczy.html

http://www.warszawa.sport.pl/sport-warszawa/1,124623,13112732,Wawer_otwiera_sciezki_biegowe__Trzy_trasy_dostepne.html

 

 

 

 

niedziela, 10 lutego 2019

Na portalu onet można przeczytać ciekawy artykuł o Marii Magdalenie, będący recenzją niedługo mającej się ukazać książki autorstwa Pawła F. Nowakowskiego:

https://wiadomosci.onet.pl/religia/aktualnosci/maria-magdalena-historia-najbardziej-tajemniczej-kobiety-z-ewangelii/6jmstl9

O Marii Magdalenie pisałam już wcześniej, powołując się na rolę tej postaci w narodzinach chrześcijaństwa - argumentowałam za kapłaństwem kobiet:

http://jestemfeministka.blox.pl/2018/07/Dlaczego-kaplanstwo-kobiet.html

 

Teraz kilka moich uwag tytułem uzupełnienia do wspomnianego artykułu o Marii Magdalenie.

Autor - Rafał Cieniek - pisze o tym, że ,,apostołka apostołów’’ to popularne określenie świętej.

No cóż, Kościół katolicki dopiero od niedawna szczególnie podkreśla rolę Marii Magdaleny jako apostołki apostołów. Dopiero w 2016 r. ! ustanowiono oficjalne święto św. Marii Magdaleny - 22 lipca (wcześniej było to tylko tzw. wspomnienie liturgiczne).  Papież Franciszek ,,chciał w ten sposób podkreślić rolę nie tylko tej świętej kobiety, która jako pierwsza przekazała światu wiadomość o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, ale także wszystkich kobiet w Kościele’’.

Jak do tej pory szczególnym kultem otaczano ,,apostołkę apostołów’’ jedynie w kościele prawosławnym.

Wśród katolików  pojęcie ,,apostołki apostołów’’ raczej jest słabo rozpowszechnione, a popularne wyobrażenie jest takie, że apostołowie to mężczyźni. Czyż nie takim właśnie argumentem posługują się przeciwnicy kapłaństwa kobiet? - wszak Jezus wybrał na apostołów wyłącznie mężczyzn.

Autor artykułu nie wspomina o tym, że Marię Magdalenę najczęściej myli się z cudzołożnicą z Ewangelii św. Łukasza, nawróconą grzesznicą - i  to jest to najbardziej popularne wyobrażenie na jej temat, także częsty motyw wielu dzieł sztuki. Warto pamiętać o tym, że takie przedstawienie Marii Magdaleny  było celowym działaniem Ojców Kościoła, by zdyskredytować tę postać i  pomniejszyć jej rolę.   Dziś niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że Maria z Magdali i cudzołożnica to zupełnie dwie różne postaci (mimo, że Kościół również oficjalnie potwierdził, że Maria Magdalena nie była prostytutką; nastąpiło to dopiero w 2 połowie XX wieku - papież Paweł VI - 1969 r.). Nadal jednak cudzołożnica, która obmywa swoimi łzami stopy Chrystusa i namaszcza je olejkiem  jest utożsamiana z Marią Magdaleną.

Kiedy swego czasu miałam okazję uczestniczyć w kursie przewodnickim w Muzeum Narodowym w Warszawie - prowadząca prezentując jeden z obrazów, mówiła o Marii Magdalenie jako o cudzołożnicy, nie dodała jednak, że było to fałszywe wyobrażenie na jej temat. Jak więc widać, nawet w kręgach profesjonalistów ta wiedza o Marii Magdalenie nie jest powszechna. Maria Magdalena nie była cudzołożnicą, natomiast  przez wieki   przedstawiano ją jako kobietę cudzołożną, która się nawróciła.   Myślę, że jeszcze długo nie pozbędziemy się tego silnie utrwalonego, negatywnego obrazu.   

Maria Magdalena odegrała niezwykle ważna rolę w narodzinach chrześcijaństwa. To jej jako pierwszej ukazał się zmartwychwstały Chrystus i to jej właśnie Jezus nakazał głosić dobrą nowinę o zmartwychwstaniu. Maria Magdalena była tą, która jako pierwsza uwierzyła. Bez Marii Magdaleny nie byłoby chrześcijaństwa.

 

21:31, hanna.brygida , religia
Link Dodaj komentarz »

Chimamanda Ngozi Adichie: 

,,Bardzo często myślę o moim przyjacielu Okolomie. (...) Tamtego dnia, kiedy nazwał mnie feministką, miał rację. Jestem feministką. 

A kiedy wiele lat temu sprawdziłam to słowo w słowniku, przeczytałam: Feminista: osoba, która wyznaje społeczną, polityczną i ekonomiczną równość płci. 

Sądząc z opowieści, które słyszałam, moja prababka była feministką. Uciekła z domu mężczyzny, którego nie chciała poślubić, i wyszła za mężczyznę, którego sama wybrała. Nie zgadzała się, protestowała, zabierała głos za każdym razem, kiedy uważała, że pozbawia się ją ziemi lub dostępu do niej tylko dlatego, że jest kobietą. Nie znała słowa feministka. Nie znaczy to jednak, że nią nie była. Wielu z nas powinno lepiej zrozumieć to słowo. Najlepszym feministą, jakiego znam, jest mój brat Kene, który jest także uprzejmym, przystojnym i bardzo męskim młodzieńcem. Moja własna definicja feministy lub feministki to mężczyzna albo kobieta, która mówi: Tak, dzisiaj istnieje problem z płcią kulturową i musimy go rozwiązać, musimy znaleźć lepsze wyjście. 

My wszyscy, kobiety i mężczyźni, musimy znaleźć lepsze wyjście.''

,,Miałam piętnaście lat, byłam naiwna i pełna bezkompromisowych przekonań młodości. Później znowu zaczęłam podziwiać ciocię Chinwe i w różnych okresach mojego życia prosić ją o rady. Uświadomiłam sobie, że problem stanowi nie ona, lecz nasze społeczeństwo. Chodziło tu nie o pojedyncze kobiety, ale o siły działające w świecie, które zmuszają te kobiety do kurczenia się. Ciocia Chinwe nauczyła mnie, że bogactwo nie chroni kobiety przed tymi siłami. Podobnie jak wykształcenie i uroda. Pomogła mi podjąć decyzję, by przeżywać moją kobiecość w całej jej chwale i złożoności. Odrzucać stwierdzenie bo jesteś kobietą jako uzasadniony powód jakichkolwiek działań. Starać się być wierną sobie i nigdy nie zmuszać się do niczego tylko po to, by ubiegać się o aprobatę świata''. 

 Chimamanda Ngozi Adichie, Wszyscy powinniśmy być feministami, Wydawnictwo ZYSK i S-KA, Poznań 2017. 

sobota, 09 lutego 2019

Wszyscy powinniśmy być feministami

,,Jednym z najważniejszych przyjaciół mojego dzieciństwa był Okoloma. (…) On pierwszy nazwał mnie feministką. Miałam wtedy około czternastu lat. (…) Nie pamiętam, o co konkretnie się sprzeczaliśmy. Ale pamiętam, że kiedy wyłuszczałam swoje racje, Okoloma spojrzał na mnie i powiedział:

- Wiesz co? Jesteś feministką.

To nie był komplement. Poznałam to po tonie jego głosu - takim tonem mówi się: Wspierasz terroryzm’’.   

,,(…) W 2003 roku napisałam powieść Fioletowy hibiskus o mężczyźnie, który, między innymi, bije swoją żonę, a jego historia nie kończy się zbyt dobrze. Kiedy promowałam ją w Nigerii, pewien, miły życzliwy dziennikarz powiedział, że chce mi coś doradzić. (…)

Powiedział mi, że dla ludzi moja książka jest feministyczna, i on mi radzi - mówiąc to, kręcił ze smutkiem głową - żebym nigdy nie nazywała siebie feministką, bo feministki to kobiety nieszczęśliwe, ponieważ nie mogą znaleźć sobie męża. Postanowiłam więc nazywać siebie szczęśliwą feministką.

Wtedy pewna nauczycielka akademicka, Nigeryjka, powiedziała mi, że feminizm nie należy do naszej kultury, że jest nieafrykański a ja nazywam siebie feministką dlatego, że odcisnęły na mnie piętno zachodnie książki. (…)

Skoro feminizm był nieafrykański, postanowiłam nazywać siebie szczęśliwą afrykańską feministką. Potem serdeczna przyjaciółka powiedziała mi, że nazywanie siebie feministką oznacza, że nienawidzę mężczyzn. Postanowiłam więc, że będę szczęśliwą afrykańską feministką, która nie nienawidzi mężczyzn. W pewnym momencie byłam szczęśliwą afrykańską feministką, która nie nienawidzi mężczyzn, która lubi malować usta błyszczykiem i nosić buty na wysokim obcasie dla siebie, a nie dla mężczyzn.

Oczywiście było w tym wiele żartu, ale to dowodzi, jak bardzo słowo feministka jest obciążone negatywnym bagażem: feministka nienawidzi mężczyzn, nienawidzi staników, nienawidzi afrykańskiej kultury, uważa, że kobieta zawsze powinna mieć władzę, feministka nie maluje się, nie depiluje, zawsze jest w złym nastroju, nie ma poczucia humoru, nie używa dezodorantu’’.

,,Nie tak dawno temu napisałam artykuł o byciu młodą kobietą w Lagos. Znajomy powiedział mi, że to artykuł pełen gniewu i że nie powinnam pisać w ten sposób. Nie uważałam jednak, że mam za co przepraszać. Oczywiście, ze artykuł był pełen gniewu. Funkcjonujące obecnie pojmowanie płci kulturowej jest bardzo niesprawiedliwe. Czuję gniew. Wszyscy powinniśmy go czuć. (…)

W tonie mojego znajomego słyszałam przestrogę i wiedziałam, że ta uwaga dotyczy zarówno artykułu, jak i mojego charakteru. Ton ten mówił, że gniew jest szczególnie niewłaściwy dla kobiet. Kobieta nie powinna wyrażać gniewu, ponieważ jest to groźne.(…)’’

,,Chłopcy i dziewczynki niewątpliwie różnią się biologicznie, lecz proces uspołecznienia te różnice potęguje. Weźmy na przykład gotowanie. Bardziej prawdopodobne jest, że prace domowe - gotowanie i sprzątanie - będą wykonywać raczej kobiety niż mężczyźni. Dlaczego tak jest? Dlatego, że kobiety rodzą się z genem gotowania, czy może dlatego, że w trakcie uspołecznienia zaczęły postrzegać gotowanie jako swoją rolę? Zamierzałam powiedzieć, że być może kobiety rzeczywiście rodzą się z genem gotowania, ale przypomniałam sobie, że większość słynnych kucharzy świata to mężczyźni.

Kiedyś patrzyłam na moją babkę, błyskotliwą kobietę, i zastanawiałam się, kim by została, gdyby w młodości miała takie same szanse jak mężczyźni. Dzięki zmianom w polityce i prawie, co jest bardzo ważne, kobiety mają obecnie więcej możliwości niż w czasach mojej babki.

Lecz jeszcze większe znaczenie ma nasza postawa, nasze nastawienie.

A gdybyśmy w procesie wychowywania dzieci skupili się bardziej na zdolnościach i zainteresowaniach niż na płci kulturowej?’’

 

Chimamanda Ngozi Adichie, Wszyscy powinniśmy być feministami, Wydawnictwo Zysk i S-K, Poznań 2017

https://www.ted.com/talks/chimamanda_ngozi_adichie_we_should_all_be_feminists

 

08:47, hanna.brygida , feminizm
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 lutego 2019



O roli kobiet w Kościele i czy kapłaństwo kobiet jest możliwe? 

Wywiad Anny Mateji z teolożką Elżbietą Adamiak, ,,Cicho, coraz ciszej’’, miesięcznik Znak, luty 2019 (nr 765). 

 

Anna Mateja: Rozumiem, że możemy się zgodzić, iż głos kobiet w Kościele w Polsce jest mniej słyszalny niż np. W Niemczech. Niewiele jest teolożek. Jeszcze mniej kobiet zatrudnionych w kuriach biskupich na stanowiskach, z którymi wiązałaby się decyzyjność i odpowiedzialność. (…)

Elżbieta Adamiak: (…) Podsumowując: nie chodzi o obecność kobiet w teologii, bo one od dawna są na wydziałach, ale o miejsca pracy, jakie im się oferuje po ukończeniu studiów. Ile z nich może kontynuować badania naukowe? Ile zostaje wykładowczyniami albo zaczyna pracę w instytucjach kościelnych? Ile wreszcie - to zdarza się najczęściej - wybiera posadę nauczycielki religii? 

To można zmienić. Wymienię kilka przykładowych działań. Zaczęłabym od wcześnie rozpoczynanej formacji liturgicznej, w duchu soborowym, polegającej na równym dostępie dziewcząt i chłopców, a później kobiet i mężczyzn, do funkcji i posług.  (…)

AM: Wszystkie opisała Pani powołując się na dokumenty i Biblię. Przypomnę niektóre, zaliczone do ,,posługi kościelnej’’: lektorka, akolitka, szafarka Eucharystii, ministrantka. Kobiety mogą uczestniczyć w soborze powszechnym i synodzie diecezjalnym, współtworzyć rady diecezjalne i parafialne. Nie jest wykluczona ich konsultacja przy okazji podejmowania decyzji o mianowaniu biskupa. Za zgodą konferencji episkopatu mogą zostać m. in. sędziami diecezjalnymi, asesorami, czy notariuszami. Także funkcje związane z zarządzaniem ekonomicznym są w ich zasięgu. 

EA: (…) Uzasadnień teologicznych, biblijnych czy wynikających z prawa kanonicznego, sprzyjających angażowaniu kobiet w życie Kościoła nie brakuje. Szwankuje realizacja. (…) 

W Watykanie z kolei papież Franciszek powołał komisję, która zajmuje się sprawą diakonatu kobiet. 

AM: Na horyzoncie, może wcale nie tak odległym, rysuje się więc możliwość przyjmowania przez kobiety święceń kapłańskich pierwszego stopnia. Czy w konsekwencji stanie się możliwa dyskusja o kobietach kapłankach? 

EA: Powściągnijmy emocje (albo oczekiwania). Sprawa diakonatu kobiet nie jest przesądzona. I trudno powiedzieć, kiedy zostanie podjęta ostateczna decyzja, bo zagadnienie wciąż jest dyskutowane. Święcenia prezbiteratu to jeszcze trudniejszy temat. Przede wszystkim ze względu na list apostolski Jana Pawła II Ordinatio Sacerdotalis z 1994 r., w którym wybrzmiewa zdecydowane nie dla przyjmowania święceń kapłańskich przez kobiety. (Nawiasem mówiąc: znamienne jest, że dokument nie wspomina o diakonacie). List niewątpliwie wyciszył w Kościele dyskusję teologiczną na ten temat, ale ona wciąż się toczy. Jest bowiem o czym rozmawiać. Zasadniczą kwestią jest rozumienie samego sakramentu święceń - mamy przecież do czynienia z różnymi tradycjami historycznymi. Dla niektórych symbolika związana z płcią jest istotna. 

AM: Wydaje mi się, że w Kościele w Polsce kobiety z założenia mają mniej do powiedzenia i łatwiej je też wyciszyć. Wśród hierarchów i w parafiach dominuje patriarchalizm połączony z mizoginią, a lata rozmów i dyskusji zmieniają rzeczywistość powoli i mało skutecznie. 

EA: Do wymienionych przypadłości dodałabym jeszcze klerykalizm. (…) Największy problem widzę jednak w braku transparentności - niejasnych układach, które prowadzą do wykluczenia, nie tylko kobiet zresztą. (…) Mówię to wszystko ze świadomością, że  patriarchalizm, mizoginia i klerykalizm nie są specyficzne wyłącznie dla Kościoła w Polsce. Skutkiem zrodzonej w takich warunkach mentalności są działania niebezpośrednie. Wspomniane przez Panią wyciszanie sugeruje, że autonomiczny głos kobiet w Kościele jest na tyle silny i wyraźny, iż trzeba mu przeciwdziałać. Obawiam się, że zbyt często opisane mechanizmy nie dopuszczają do tego, żeby głos kobiet w ogóle zaistniał. (…) 

AM: ,,Bóg jest naszym Ojcem; więcej - jest dla nas także Matką’’ - powiedział Jan Paweł I podczas rozważań na Anioł Pański z 10 września 1978 r., a podobne sformułowania znajdziemy także u proroka Izajasza (Iz 66, 13). Przypuszczam, że w momencie, kiedy w umysłach i sercach wierzących Bóg będzie tak Ojcem, jak Matką, odbieranie kobietom głosom przez spychanie ich na margines Kościoła stanie się kompromitującym przeżytkiem.

EA: W tym samym duchu wypowiadał się także Jan Paweł II, a lista cytatów z Biblii czy z Tradycji podkreślających ojcowskie i macierzyńskie przymioty  Boga mogłaby być sporych rozmiarów. Mimo to myślenie o Bogu jako o matce wciąż jest słabo rozpowszechnione. Być może nie budzi już ono takiego zaskoczenia czy oporu jak dekadę temu, jednak w moim przekonaniu w niewielkim stopniu wpływa na świadomość teologiczną. A także na duchowość i na pobożność. 

Zgadzam się z przeczuciem, że upowszechnienie symboliki odwołującej się do obojga płci mocniej uświadomi równoważność wszystkich ludzi, jako stworzonych na obraz i podobieństwo Boga. I w tym sensie ta zmiana wzmocniłaby głos kobiet. (…)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
Tagi